Chorwacka piosenkarka Andja Marić odrzuciła medycynę konwencjonalną

Wszechstronnie uzdolniona piosenkarka Andja Marić opowiedziała w wywiadzie dla niemieckiej stacji telewizyjnej Deutsche Welle o tym, jak zdołała z pomocą niekonwencjonalnych metod leczenia złagodzić objawy stwardnienia rozsianego, pomimo faktu, iż lekarze nie dawali jej dużych szans na przeżycie. Mianowicie, choroba została u niej zdiagnozowana pięć lat temu. Lekarze prognozowali wtedy, że za dwa lata usiądzie na wózku inwalidzkim; mówili nawet, żeby pomyślała o miejscu swojego pochówku.

"Kiedy byłam w uzdrowisku, sanitariusze dali mi garść tabletek - miałam spożywać określoną dawkę każdego dnia. Objawom stwardnienia rozsianego towarzyszy poczucie lęku, niepewności i zwątpienia, więc lekarze, często przepisują chorym leki na uspokojenie. Jednakże, po jakimś czasie stwierdziłam, że te środki nie pomagają mi, ponieważ leczą jedynie objawy, a nie przyczyny i, dodatkowo, źle oddziałują na metabolizm. Ból skłaniał mnie do przemyśleń na temat swojego źródła; często przyczyną było odwodnienie lub głód, więc, kiedy coś wypiłam lub zjadłam, znikał. Postanowiłam zainteresować się naturalnymi specyfikami. Tym sposobem trafiłam na konopie indyjskie - opowiada Andja Marić.

"Od przyjaciela ze Słowenii sprowadzałam olej konopny i muszę przyznać, że jakość tamtejszej marihuany jest nieporównywalnie wyższa niż tutaj, w Chorwacji - kontynuuje swoją opowieść Marić. Tutaj handluje się 'ulicznymi' konopiami niskiego sortu, czuć je moczem i benzyną".

"Pierwszy raz spróbowałam marihuany, kiedy miałam 30 lat. Nie szkodziła moim nerkom i wątrobie, nie zaburzała pracy jelit; nie było żadnych skutków ubocznych. Pomagała mi się uspokoić i dzięki niej dobrze sypiałam. Zaczęłam lepiej radzić sobie ze stresem w pracy. Dobrze zniosłam trudny okres bycia młodą matką. Dzięki marihuanie pozbyłam się drżenia rąk, które jest częstym objawem przy stwardnieniu rozsianym; teraz moje ręce są całkowicie spokojne. Poradziłam sobie z bezsennością - drugim klasycznym objawem, związanym z problemami neurologicznymi. Nie mam już skurczów, cieszę się dobrym apetytem i w ogóle czuję się świetnie! Nie jestem w stanie zrozumieć ludzi, którzy nie chcą korzystać z leczniczych właściwości konopi indyjskich. Marihuana, jako lek, jest swego rodzaju pomostem pozwalającym połączyć się z własnym ciałem i, co za tym idzie, zrozumieć choroby, dzięki wsłuchiwaniu się w ich źródło" - opowiada o swoich doświadczeniach z marihuaną Andja Marić.

"Lekarze nie mogą się nadziwić, kiedy widzą mój obecny stan zdrowia - przecież jeszcze dwa lata temu przrewidywali, że będę paraleptyczką na wózku inwalidzkim. Jeśli szukasz kogoś, kto ci pomoże - wybierz siebie. Chodzi mi o to, że w pierwszej kolejności powinniśmy słuchać swojego ciała, później lekarzy. Wypróbowałam każdy lek, który przepisali mi lekarze. Poświęciłam co najmniej trzy miesiące na każdą metodę leczenia, dlatego mój punkt widzenia oparty jest na realnych doświadczeniach".

"Dwa razy brałam kortykosteroidy, które miały spowodować, że wróci mi wzrok, ale tak się nie działo. Dopiero kiedy przestałam jeść żywność z glutenem i pić mleko, a zamiast tego zaczęłam brać ogromne ilości witaminy B i D oraz medytować, wrócił mi głos i wzrok. Nasze ciało nie jest kontenerem, do którego możemy wrzucać byle co; trzeba nauczyć się słuchać i obserwować reakcje organizmu. Marihuana jest jednym ze środków, który bardzo mi pomaga, ale kluczową kwestią jest wewnętrzna przemiana - zmiana sposobu w jaki postrzegamy ciało i duszę. Ważne jest abyśmy zwracali uwagę na to, co dostarczamy do naszego organizmu. Musimy jak najwięcej przebywać w ciszy, po to żeby zmienić perspektywę i nauczyć się słuchać" - podsumowuje Andja Marić.

Autor: 
Rafał Lenartowski
Źródło: 

Jutarnji.hr

Dodaj komentarz

CAPTCHA
Przepisz kod z obrazka.