Jak pokonać niechęć?

Reklama

pt., 02/02/2018 - 22:40 -- koscielniakk

Jak ułatwić sobie życie? Nie kierujmy się chwilowymi emocjami.

 

 

Jednym z największych błędów, które popełniamy w codziennych wyborach, jest to, że dokonujemy ich na podstawie tego, co czujemy w danej chwili. Robimy to, na co w konkretnym momencie mamy ochotę (nawet, jeżeli nie jest to dla nas dobre), a unikamy tego, na co ochoty nie mamy (również wówczas, kiedy jest to coś dobrego).

Emocje, które odczuwamy przed rozpoczęciem jakiegoś działania, błędnie nazywamy motywacją. Ale motywacja nie jest jedynie chęcią lub niechęcią. Motywacja jest zbiorem powodów, dla których czegoś chcemy lub nie.

Jeżeli postanawiamy codziennie biegać, żeby być fit, ale nie pokonamy swojej niechęci do tego, żeby się ubrać i wyjść, niekoniecznie oznacza to, że nie jesteśmy wystarczająco zmotywowani. Wiemy, jakie korzyści czerpiemy z biegania. Polegamy więc na fałszywych pomocnikach.

 

Fałszywy pomocnik

To, co odczuwamy w danej chwili jest naszym kaprysem. Jest następstwem spraw, które w większości nie są powiązane z planowaną czynnością: coś właśnie dzieje się w naszym mózgu, jesteśmy zmęczeni, jeden neuroprzekaźnik jest aktywniejszy od drugiego, źle spaliśmy, o czymś skończyliśmy właśnie myśleć, właśnie coś nam nie poszło. Nasze aktualne emocje są wynikiem tego wszystkiego.

Żadna z tych rzeczy nie ma nic wspólnego z naszą motywacją, żeby codziennie biegać. Mimo to swój aktualny humor postrzegamy jako sygnał, którego mamy słuchać. Żeby sobie to bardziej skomplikować, uczucie to przekładamy na nasze wyobrażenie o bliskiej przyszłości, które tworzymy na szybko: że ubieramy się, zaczynamy biegać i odczuwamy wówczas niechęć.

Mówimy sobie: ,,Aha, fakt, że zdołałem sobie to wyobrazić jest dowodem na to, że emocje te są czymś prawdziwym w odniesieniu do zaplanowanego biegania…” W tym błędnym kręgu fantazji, emocji i monologów wewnętrznych później zostajemy.

Żeby nie czuć się winnymi, wiele z nas powie sobie: ,,Muszę przecież słuchać swojego ciała, intuicji, nie powinienem pozostawać w sprzeczności ze sobą.” I nadal będziemy leżeć na kanapie. Jednak w podążaniu za własną intuicją i mądrością nie chodzi o sugerowanie się każdą przypadkową czy nieprzypadkową zmianą humoru. Wówczas nic nie odróżniałoby nas od zwierząt.

Mamy przecież świadomość, że wystarczy jedynie wyjść z domu, a nasze dotychczasowe odczucia nagle zmienią się o sto osiemdziesiąt stopni…

Jak będziemy się czuć po fakcie?

Jak więc postępować? Bierzmy pod uwagę nasze przeczucia, ale w inny sposób. Nie kierujmy się emocjami, które odczuwamy chwilę przed podjęciem działania, ale zapamiętajmy i kierujmy się uczuciami i stanem, który osiągniemy poprzez wykonanie danej czynności. Kierujmy się nie aktualnymi emocjami, ale tymi przyszłymi.

Kiedy zakończysz aktywność, jesteś zadowolony? Czy ostatecznie jesteś z siebie dumny, szczęśliwy, czujesz się dobrze? A może masz wyrzuty sumienia, plujesz sobie w brodę, żałujesz swojej decyzji? Drzewo poznaje się po owocach.

Sprawdzoną drogą do zadowolenia z życia jest ocenianie sytuacji z wyżej przedstawionego punktu widzenia. Pracę, hobby, spotkania z ludźmi, naszą partycypację w świecie…

  • Jak się czuję później, po skończonym treningu, pracy, dokończeniu projektu, spotkaniu z daną osobą
  • Czy coś z tego wyniosłem

Decyzję podejmujemy nie na podstawie tego, jak się czujemy przed tym, ale jak się będziemy prawdopodobnie czuli po tym. Biorąc pod uwagę swoje późniejsze uczucia, modyfikujmy nasze wybory i aktywności.

Jeśli niemal po każdym treningu mówię sobie: ,,super, że biegałem, choć wcale mi się nie chciało”, będę później ignorować swoją drobną niechęć. Nawet jeżeli się ona pojawi, na pewno nie zareaguję na nią jak na coś, co miałoby wpływać na moje wybory, moje aktywności, osiągnięcia, hobby, związki, zdrowie, moją radość z życia.

 

Autor: 
Diana Owsianik
Źródło: 

psychologie.cz

Dodaj komentarz

CAPTCHA
Przepisz kod z obrazka.

Reklama