Lewatywy dymne przez odbyt

W okresie od XVII do XIX wieku w Europie w sytuacjach, kiedy zwykłe metody leczenia chorób nie przynosiły efektów, a także w celu ratowania życia, stosowano zabieg zwany lewatywą dymną. Można to określić jako palenie tytoniu, ale nie ustami, lecz odbytem. Do przeprowadzenia takiej terapii dymnej wykorzystywano specjalne narzędzia do lewatywy, które dziś mogłyby posłużyć jako ozdoba w niejednym muzeum na świecie.

Narzędzie było bardzo proste: lewatywa dymna była podobna do zwykłej, jednak zamiast gruszki była wyposażona w mieszek z żołądka wieprzowego, za pomocą którego dostarczano dym tytoniowy do odbytu pacjenta. Lekarze miast europejskich nauczyli się metod niestandardowego wprowadzania dymu do organizmu człowieka od Indian północnoamerykańskich. W oparciu o setki, a może nawet i tysiące lat praktyk prowadzonych przez Indian północnoamerykańskich oraz kilkaset lat praktyk lekarzy europejskich, ustalono, że lewatywy tytoniowe były skutecznym środkiem na ospałość, przeziębienia, bóle żołądka, skurcze żołądka i przepukliny. Za ich pomocą można było leczyć przeziębienia i bóle głowy, choroby dróg oddechowych, zakażenia gronkowcem, choroby nowotworowe, a nawet dur brzuszny i cholerę, kiedy pacjenci znajdowali się w ostatnim etapie choroby oraz tuż przed śmiercią. Lewatywa tytoniowa ożywiała nawet topielców. Uważano, że dym jest świetnym środkiem na nadwagę, pomaga wysuszyć nadmiar wilgoci w organizmie, przywraca prawidłowe funkcjonowanie układu limfatycznego.

Lewatywy dymne

Pierwszy przypadek zastosowania lewatyw tytoniowych, jako metody reanimacji został udokumentowany w 1746 roku. Mężczyzna wyciągnął na brzeg swoją tonącą, nieprzytomną żonę, i nie wiedząc, co zrobić dalej, wziął swoją fajkę z tytoniem, odpalił ją i wepchnął do odbytu żony, po czym za pomocą ust dmuchnął w drugi koniec fajki. O dziwo, procedura podziałała, ponieważ jego żona ocknęła się w momencie, kiedy dym tytoniowy znalazł się w jej odbycie. Zabieg ten szybko zaczął być praktykowany, osiągając szczyt popularności na początku XIX wieku. W Londynie urządzenie niezbędne do przeprowadzenia zabiegu lewatywy tytoniowej w celu ożywienia topielców wisiało w każdym miejscu na nabrzeżu (było zapewnione przez Królewskie Towarzystwo Humanitarne). Ludzie, którzy często odpoczywali przy wodzie, powinni byli wiedzieć, w którym miejscu znajdowało się to urządzenie i w jaki sposób go użyć. W tym celu szkolono mieszkańców okolicznych domów.

Lewatywy dymne

Dym wdmuchiwano do odbytu za pomocą specjalnej rurki, którą łączono z fumigatorem i mieszkiem, który z kolei uwalniał dym do odbytu podczas ucisku. W 1745 roku Richard Mid był jednym z pierwszych przedstawicieli medycyny Zachodu, który zaproponował „lewatywy tytoniowe” jako skuteczny środek reanimacji topielców.

Lewatywy tytoniowe zwykle wykonywano za pomocą specjalnego urządzenia. Jednak jeśli nie było go pod ręką, to z łatwością zastępowano je zwykłymi fajkami tytoniowymi.

Teoria ratowania życia pacjenta za pomocą lewatywy tytoniowej opierała się na błyskawicznej praktyce i wierzę w to, że dym może rozgrzać prawie zdrętwiałe ciało i zmusić organizm do oddychania powietrzem.

Lewatywy dymne

Głównym „lekiem” dymu tytoniowego jest nikotyna. Dym w jelitach ma mocne działanie stymulujące na organizm człowieka, zmuszając gruczoły do samodzielnej produkcji ogromnej ilości adrenaliny. Adrenalina jest hormonem wytwarzanym w rdzeniu nadnerczy, czyli regulowanej przez układ nerwowy strukturze, która jest głównym źródłem hormonów z grupy katecholamin – dopaminy, adrenaliny i noradrenaliny. Wpływa on praktycznie na każdego rodzaju przemianę materii, sprzyja normalizacji poziomu cukru we krwi i stymuluje metabolizm tkanek.

Lewatywy dymne

W 1811 roku Ben Brodie – naukowiec brytyjski uważany przez niektórych za szaleńca – podczas badań przeprowadzanych na zwierzętach odkrył, że nikotyna ma negatywny wpływ na układ sercowo-naczyniowy. Trudno stwierdzić, czy Ben zmuszał myszy lub konie do palenia, czy podawał im nikotynę wątpliwego pochodzenia, która w tamtych czasach jeszcze nie była produkowana, jednak powiedzenie, że jeden gram nikotyny zabija konia pochodzi właśnie z tamtych czasów. Ben Brodie wraz ze swoimi wnioskami wystraszył cały świat i w ciągu kilku następnych dziesięcioleci popularność metody „wdmuchiwania dymu tytoniowego w czyjkolwiek tyłek” stopniowo zaczęła zanikać. A do roku 1855 w Anglii metoda zupełnie zanikła i urządzenia do jej wykonywania zostały usunięte znad brzegów Tamizy. Rzeczywistych badań dotyczących kwestii szkodliwości lewatyw tytoniowych, palenia i opalania nie ma do tej pory. Nie uważam, że nagły wzrost zachorowań na raka płuc jest wywołany jedynie paleniem papierosów. W większości przypadków przyczyną rozwoju nowotworu płuc jest nie sam proces palenia, a to, co w obecnych czasach ludzie palą. Na świecie odnotowuje się taką samą liczbę osób długożyjących zarówno wśród osób palących, jak i niepalących. Różnica polega jedynie na tym, że wszyscy długo żyjący palacze stosowali i stosują tytoń tylko pochodzenia naturalnego lub z własnej produkcji, a nie sztuczne liście pochodzące ze współczesnej produkcji „chemicznotytoniowej”. Informację tę podaję jedynie w celu jej przemyślenia. Nie zamierzam nikogo zachęcać do rozpoczęcia palenia ustami lub pośladkami.

Lewatywy dymne

Nie tylko w Ameryce, ale i na wszystkich kontynentach, we wszystkich narodach i religiach istnieją metody uzdrawiania, oczyszczenia i medytacji z zastosowaniem dymu z roślin. Od niepamiętnych czasów w celu zwiększenia odporności oraz pobudzenia funkcji obronnych organizmu ludzie stosowali terapię dymem: podpalali piołun, wrotycz pospolity, drzewa iglaste i liściaste oraz wiele innych roślin. Wdychanie takiego dymu do płuc, opalanie poszczególnych części ciała i całego organizmu z zewnątrz i od wewnątrz może być skutecznie wykorzystywane w walce z dowolnymi chorobami i procesami zapalnymi, jak również z różnymi wirusami, bakteriami, pasożytami i zakażeniami grzybiczymi.

Opierając się o przykład, jakim jest fakt, że wędzona słonina, mięso, sery nie psują się i mogą być przechowywane w zanieczyszczonym środowisku przez wiele lat, każdy z nas bez przeprowadzenia jakichkolwiek badań i dowodów naukowych rozumie, że dym jest najmocniejszym środkiem przeciwbakteryjnym, przeciwwirusowym, przeciwgrzybiczym i przeciwpasożytniczym, który nie ma sobie równych. Uważam, że terapia dymem jest bardzo skuteczną metodą leczenia. Tyle że takie zabiegi trzeba przeprowadzać z umiarem, nie można ciągle się wędzić.

Nasi przodkowie, lekarze i szamani leczyli za pomocą dymu praktycznie każdą chorobę ciała i ducha. W życiu codziennym doświadczone osoby w podeszłym wieku stosują dym do złagodzenia stresu, niepokoju, w celu pozbycia się złego uroku, przekleństw, oczyszczenia pomieszczenia z negatywnej energii i złych duchów, chorób itp. Dym jest dobrym środkiem w profilaktyce wszystkich chorób.

Lewatywy dymne

Uwzględniliśmy wszystkie plusy i minusy terapii dymem jako jednej z części składowych kompleksowej metody regeneracji organizmu. Uzyskane przez nas wyniki przekroczyły wszystkie nasze oczekiwania. Stosujemy autorskie metody terapii dymnej: opalanie dymem całego ciała, dopochwowe i doodbytnicze opalanie dymem. Nasza metoda pozwala wykorzystać unikalne pozytywne właściwości lecznicze, psychologiczne, mistyczne, chemiczne i fizyczne dymu w komfortowych warunkach. Życzę wam zdrowia!

Autor: 
---
Źródło: 

medycynaludowa.com

Dodaj komentarz

CAPTCHA
Przepisz kod z obrazka.