O BRUDZIE I TRUDZIE. PRALKI WYZWOLIŁY KOBIETY

Reklama

pon., 06/18/2018 - 21:25 -- zzz

Historia prania to opowieść o brudzie i trudzie. Od moczenia zabrudzonych tkanin w porywistej rzece do ustawiania programu w pralce automatycznej. Najbardziej rewolucyjne zmiany w tej dziedzinie nastąpiły dopiero na oczach naszych prababek, na przełomie XIX i XX wieku.

 

 

 

Dwie kobiety w spódnicach i białych koszulach bez rękawów na tle sznura z bielizną. Jedna z nich stoi, druga pochylona jest nad wiklinowym koszem.

Kobiety wieszające pranie, pocztówka z początku XX wieku (domena publiczna)

Podczas gdy ja sama traktuję pranie jak coś równoznacznego ze zrobieniem herbaty i mniej kłopotliwego niż przygotowanie obiadu, zmagania z praniem moich prababek i praciotek trwały niekiedy kilka dni i dezorganizowały życie codzienne całego domostwa. Pamiętam jeszcze czasy, gdy będąca w rozkwicie sił babcia i równie dynamiczna ciocia umawiały się na wielkie pranie domowej bielizny. Gotowały pościele w przepastnym kotle, bieliły je, krochmaliły, wyschnięte nasączały wodą, by solidnie rozciągnąć płótna przed maglowaniem.

Odwiedzany przez nie magiel był już nieziemsko, jak na owe czasy, nowoczesny – elektryczny i buchający gorącą parą. Jako pięciolatka traktowałam te chwile jak korowód niezwykłości, a możliwość uczestniczenia w spryskiwaniu i naciąganiu prześcieradeł była dla mnie rodzajem wtajemniczenia w prawdziwe kobiece obowiązki.

Dziś wiem, że to wielkie pranie było zaledwie namiastką trudów ponoszonych przez pokolenie kobiet żyjących na przełomie XIX i XX wieku. Te z kolei, w porównaniu ze swoimi poprzedniczkami z wcześniejszych wieków, wstąpiły już niemal do sfery niebiańskiego komfortu w zakresie środków ułatwiających walkę z brudem.

Początkowo by oczyścić ubrania, sięgano po metody najprostsze: moczono je w rzece lub jeziorze. Gdy odkryto, że po dobroci z brudem nie da się wygrać, zaczęto pocierać tkaniny piaskiem i obijać je o skały. Chyba najdłużej stosowane było tłuczenie odzieży i bielizny kijami, a ponieważ wymagało dużej siły, początkowo zajmowali się tym mężczyźni.

Wspierano się niekiedy przodkami mydła. Wymieszane w odpowiednich proporcjach popiół i łój wchodziły w reakcję, w wyniku której powstawał ułatwiający oczyszczanie tkanin ług. Strumienie i rzeki ze swym wartkim nurtem pozwalały zakończyć proces prania intensywnym płukaniem.

Gdy odkryto, że ciepła woda usuwa zanieczyszczenia znacznie skuteczniej, rzeki zastąpiono baliami. W zamożniejszych domach, również na polskich wsiach, można było spotkać z czasem balię poddaną swoistej ewolucji. W miednicy wytwarzano podciśnienie, ugniatając ubrania specjalnym kielichem osadzonym na sprężynie. Niezmiennie istotna pozostała nadal kwestia dokładnego płukania tej wymoczonej, obtłuczonej i sponiewieranej w balii bielizny. Dzieła dopełniały promienie słoneczne, które bieliły, suszyły i odkażały wyprane płótna.

Dwie wizje kobiecego powołania

Jako ekspertki w dziedzinie prania i czyszczenia tkanin polecam dwie specjalistki od kształtowania właściwych postaw gospodarczych. Jedną z nich jest przywoływana już wielokrotnie w poprzednich odsłonach cyklu Lucyna Ćwierczakiewiczowa, drugą generałowa Jadwiga Zamoyska.Używaj strzałek do góry/do dołu aby zwiększyć lub zmniejszyć głośność.

Poradniki Ćwierczakiewiczowej i podręcznik wydany dla podopiecznych Szkoły Domowej Pracy Kobiet, to nie tylko dwa różne sposoby pisania, ale i dwie odmienne filozofie prowadzenia domu oraz życia i powołania kobiety. Cechą wspólną tych książek jest podkreślenie znaczenia fachowości w zarządzaniu gospodarstwem domowym. Poza tym różni je bardzo wiele. Ćwierczakiewiczowa uczyniła z prowadzenia domu kunszt, powód do chwały, niemal religię, której głównym bóstwem stała się idealna pani domu. Otwarta na nowinki i światła nowatorka miała zachwycać i zbierać pokłony pełne podziwu. Zresztą, sama autorka także oczekiwała tych ostatnich na każdym niemal kroku. Dla generałowej Zamoyskiej liczyło się coś więcej niż tylko specjalistyczne wykształcenie zawodowe, jakie oferowała uczącym się dziewczętom Szkoła Domowej Pracy Kobiet.

Obraz przedstawiającuyu trzy postacie kobiece w białych koszulach i spódnicach nad rzeką. Dwie z nich stoją i rozmawiają na brzegu, trzecia zaś stoi w wodzie i tłucze kijanką białą tkaninę.

Władyslaw Skoczylas, „Praczki”

 

 

 

 

 

Doskonałe praczki, świetne kucharki i idealne gospodynie domowe miały dobrze zarządzać czasem i energią, zachowywać idealny ład w szafach i używać ponumerowanych ścierek według ściśle ustalonego porządku, lecz głównym celem intensywnej pracy dydaktycznej i wychowawczej Zakładów Kórnickich (bo tak inaczej nazywano tę nowatorską jak na owe czasy placówkę) była troska, by uczennice stały się osobami o silnych charakterach, ukształtowanych zgodnie z przyświecającymi szkole wartościami. Naczelnym hasłem Zakładu pozostawało motto: „Służyć Bogu – służąc Ojczyźnie, służyć Ojczyźnie – służąc Bogu”, a w godle szkoły znalazły się krzyż, kądziel i książka.

Niezawodna biel niezniszczalnego płótna

Dobre lekcje generałowej Zamoyskiej nie poszły w las. Spadkobierczyniami jej gospodarskiego kunsztu są kolejne pokolenia kórniczanek, które często nie zdają sobie sprawy z faktu, że niezawodne patenty ich prababek mają swoje źródło w prowadzonej przez Zakłady Kórnickie szkole.

Prezentowany poniżej w formie nagrania sposób prania białych płócien stosowany jest do dzisiaj przez jedną z mieszkanek Kórnika i znany jest w jej rodzinie od co najmniej trzech pokoleń. Pozwala zachować biel i trwałość także pościelom liczącym sobie pół wieku. O tej metodzie prania opowie zaprzyjaźniony z tematem starych sposobów na dobre i proste życie Pan Praktyczny, który uzyskał rodzinny sekret śnieżnobiałych płócien od swojej mamy.

Odtwarzacz muzykiUżywaj strzałek do góry/do dołu aby zwiększyć lub zmniejszyć głośność

Trudnością w stosowaniu owej metody bywała jeszcze w latach sześćdziesiątych ubiegłego wieku ograniczona dostępność perhydrolu i szkła wodnego (czyli wodnego roztworu krzemianu sodu). O sposobach na ich pozyskanie niejedna gospodyni mogłaby napisać powieść. Jedno jest pewne: szkło wodne wynaleźli Egipcjanie, którzy pozyskiwali je, rozpuszczając piasek w wodzie, a właściwości tej substancji zgłębiane są przez naukowców do dzisiaj. Może mieć ona zastosowanie zarówno w budownictwie, jak i rolnictwie ekologicznym. Połączona z mydłem i perhydrolem, okazuje się rewelacyjnym środkiem do czyszczenia toalet.

Oczywiście nie można zapomnieć, że ta bezpieczna dla środowiska mieszanka do prania jest substancją o intensywnym działaniu, należy więc chronić dłonie i oczy przed kontaktem z czymś, co tak skuteczni bieli len i bawełnę. Już z samym perhydrolem nie ma żartów, a tutaj ma on wsparcie w postaci równie aktywnego kompana.

Archaiczna wydawałoby się metoda przedstawiona powyżej była swego czasu znakiem nowoczesności. Przełomowe zmiany w zakresie substancji piorących nie zachodziły wcześniej zbyt szybko. Najpierw Fenicjanie odkryli, że dodanie do wody popiołu z morskich wodorostów i tłuszczu z oliwek czyni pranie łatwiejszym. W ten sposób lud znany z wynalezienia pieniędzy spreparował pierwsze na świecie mydło. Oczywiście daleko było mu do mydła we współczesnym tego słowa znaczeniu, ale soda z popiołu roślinnego zmydlała tłuszcze i dzięki temu rosła higiena wśród handlujących z Fenicjanami ludów basenu Morza Śródziemnego.

W VIII wieku naszej ery na Bliskim Wchodzie Arabowie stworzyli mydło twarde. Już wkrótce powstawało wszędzie tam, gdzie naturalnie występowała oliwa z oliwek i soda oczyszczona z morskich wodorostów. Słowianie mieli na pranie własne sposoby i korzystali z dóbr rodzimej przyrody. Na terenie Polski do mycia i prania używano powszechnie wyciągu z mydlnicy.

Na pierwsze prawdziwe mydlarnie przyszło nam poczekać do początku XIV wieku. Mydło było towarem luksusowym aż do XVIII wieku, do momentu wynalezienia syntetycznej sody. Odkrycie francuskiego chemika Leblanca przyczyniło się do obniżenia kosztów produkcji higienicznych kostek i ich upowszechnienia w całej Europie. Tak więc u schyłku XIX wieku, mydło, soda i kijanka, wzmacniane działaniem promieni słonecznych, stanowiły główny oręż przeciętnej praczki.

 

 

 

Nowa broń w walce z brudem

Dziewczynka piorąca na tarze, 1871 r. (fot. F.G. Weller, ze zbiorów Biblioteki Kongresu USA)

Nie znaczy to jednak, że na świecie nie pojawiały się narzędzia znacznie ułatwiające pranie. Pierwszy prototyp tary powstał tuż przed końcem osiemnastego wieku i w zestawieniu z balią stanowił popularny duet przez cały wiek XIX. Prawie sto lat później dwie tary, umieszczone jedna nad drugą i przesuwane za pomocą dźwigni, miały imitować proces prania ręcznego. Patent na to urządzenie zarejestrowano w 1846 roku w Stanach Zjednoczonych, a jego popularność za wielką wodą potrwała do lat trzydziestych XX wieku.

W roku 1851 James King zbudował pierwszą pralkę bębnową, której sekret działania polegał na użyciu pary wodnej. Siedem lat później Hamilton Smith opatentował pierwszą pralkę rotacyjną. Prawdziwa rewolucja nastąpiła jednak za sprawą z miłości, dzięki urodzinowemu prezentowi Williama Blackstone’a dla żony. Drewniana kadź napędzana była połączoną z przekładnią rączką, dzięki której pełna mydlin pralka poruszała się dookoła własnej osi. Był to rok 1874. Wcześniej – w 1861 roku – po raz pierwszy wstawiono do pralki wyżymaczkę, a w 1892 roku Georg Samson opatentował wykorzystującą wentylator i ciepło z pieca suszarkę do tkanin.

O tych wynalazkach zza wielkiej wody słyszała i wspominała w swych pismach Lucyna Ćwierczakiewiczowa. Nie zdążyła już jednak ogłosić światu powstania pralek elektrycznych i ocenić słabych punktów stworzonego przez Alvę Fishera modelu pralki Thor, gdyż wynalazek ten powstał pięć lat po jej śmierci, w 1907 roku. Ze względu na nieszczelność kadzi oraz brak zabezpieczeń silnika przed wilgocią generował on niebagatelną ilość spięć instalacji elektrycznej i porażeń prądem.

Produkująca sprzęt firma Hurley Machine Company zmuszona była naprawić ten błąd i tak rozpoczął się proces udoskonalania kolejnych urządzeń, uszczelniania ich i wyposażania silników w wentylator, który ostatecznie zakończył się zamianą kadzi drewnianych czy żeliwnych na metalowe, a w końcu – na wykonane z blachy emaliowanej.

W połowie lat czterdziestych dwudziestego wieku pralka potrafiła już czynić istne cuda, utrzymywała stałą temperaturę wody, dozowała proszek i płukała pranie. Pod koniec dekady zaowocowało to stworzeniem pierwszej pralki automatycznej. I znów był to zamorski wynalazek, którego uroków nie było nam dane poznać jeszcze przez dłuższy czas.

U góry rysunek przedsawiający młodą uśmiechniętą kobietę wkładającą do szafy równo złożoną bieliznę (prześcieradła?). U dołu kwadratowe logo: na niebieskim tle w prawym górnym rogu żółte słońce z promieniami, a poniżej napis „Radion sam pierze”. Jeszcze niżej napis: „Pranie Radionem to istny cud gdyż Radion usuwa wszelki brud!”

Reklama z lat 20. XX wieku

Pierwsze pralki wirnikowe z importu trafiły do Polski kilkanaście lat później, około sześciu lat po zakończeniu II wojny światowej. W roku 1953 rozpoczęto produkcję polskich modeli, wśród których prym wiodła, pochodząca z Zakładów Wyrobów Metalowych w Kielcach, legendarna Frania, popularna jeszcze w latach osiemdziesiątych, działająca wciąż w niejednym domu w latach dziewięćdziesiątych i z łezką w oku wspominana do dziś.

 

Podobny obraz

 

Jeszcze bielsze odcienie białego

Mając przez dziesięciolecia dość ograniczony dostęp do nowoczesnych urządzeń ułatwiających pranie, nasze prababki mogły za to korzystać z rozwoju służącej temu celowi chemii gospodarczej, czego dowodem są liczne na polskim rynku reklamy niezawodnych substancji do prania, pochodzące jeszcze z dwudziestolecia międzywojennego.

Pierwszy wybielający chemicznie proszek do prania stworzono w 1907 roku. Sześć lat później powstały enzymatyczne proszki do namaczania. Lata czterdzieste to pojawienie się w proszkach doskonale zmiękczających wodę fosforanów i skutecznych wybielaczy optycznych. Z roku na rok następowały nowe odkrycia czyniące pranie lżejszym, milszym i pachnącym.

W latach 60 ubiegłego wieku pojawiły się pierwsze sygnały, że chemiczne specyfiki mogą nadmiernie obciążać przyrodę. Historia czystości okazała się wkrótce opowieścią o skażonej chemikaliami naturze, alergiach i włóknach tkanin zniszczonych podczas prania. Być może warto zakasać rękawy i w wielkim garnku przygotować skuteczną, bezpieczną dla zdrowia i przyrody, wybielającą miksturę prababki?

Bibliografia:

  • Lucyna Ćwierczakiewiczowa, Poradnik porządku i różnych nowości gospodarczych, Warszawa 1876.
  • Jadwiga Zamoyska w domu rodzinnym i na emigracji. Wspomnień część 1, red. Edyta Bątkiewicz-Szymanowska, Magdalena Biniaś-Szkopek, Fundacja Zakłady Kórnickie, Kórnik 2014.
  • Jadwiga Zamoyska między Londynem a Stambułem. Wspomnień część 2, red. Edyta Bątkiewicz-Szymanowska, Magdalena Biniaś-Szkopek, Fundacja Zakłady Kórnickie, Kórnik 2014
  • Porządki Domowe, Zakład Kórnicki (Szkoła Domowej Pracy w Zakopanem), Biblioteka Kórnicka, Kórnik 1910.
Autor: 
Danuta Podolak
Źródło: 

tytus

Dodaj komentarz

CAPTCHA
Przepisz kod z obrazka.

Reklama