Spełniłam największą fantazję mojego męża i nie żałuję.

Jeszcze całkiem niedawno mój M. uparcie twierdził, że nie ma wobec mnie żadnych życzeń. Właściwie wszystko mu we mnie odpowiada. “Całe Twoje szczęście.” – pomyślałam w duchu, ale widziałam po jego wzroku, że czuje jakby niedosyt.

To był jeden z tych nielicznych wieczorów, że dzieciaki już śpią od 20.00, a my marzymy tylko o tym, aby walnąć się na sofie z kopytami do góry i mruczeć w bezczynności z lampką wina w ręce. Przykryci kocem ubabranym prawdopodobnie od banana, którego rano jadł nasz roczniak, opowiedzieliśmy sobie, jak nam minął dzień, co nowego zmajstrowali nasi chłopcy, czym nas zaskoczyli a w czym nam dali w kość. Poklepaliśmy się po plecach, nakreśliliśmy plan na dzień następny i zastygliśmy w bezruchu. Zaczęło się robić romantycznie ;-)

O dziwo nie poruszyliśmy żadnych drażliwych tematów, które zapalają nas jak pochodnie i kłótnia wtedy jest gwarantowana. Nie wiem, czy macie podobnie, choć nie zdziwię się, jeśli należymy do niechlubnych wyjątków i każdemu z nas wydaje się, że “czego to ja nie robię, a druga osoba się obija”. Dosłownie zarówno ja jak i mój M. szczycimy się tym, że wszystko jest na naszych barkach. Jemu się wydaje, że on robi najwięcej i zapierdziela jak ruski ciągnik na ugorze, a ja nie pozostaję mu dłużna.

Tymczasem tamtego wieczoru popijaliśmy wino, rozmawialiśmy półszeptem (bo naszego roczniaka od kiedy tylko się urodził budzi nawet jego własny oddech) a ja (jak nigdy) nie narzekałam! Mam tę parszywą manierę prawie każdego dnia, że nie dostrzegę tego, że moja szklanka jest do połowy pełna, tylko będę męczydupą do potęgi i w każdym kłopocie znajdę dodatkowy kłopot, zacznę suszyć głowę mojemu mężowi o byle pierdołę. Jednym słowem wszystkiego mu się będzie odechciewać i spierdzielę mu cały ten cudowny nastrój.

Powiem Wam, że często nawet sama się łapię na tym, że moje marudzenie doprowadza mnie do szewskiej pasji. Wychodzę z siebie, staję z boku i nie poznaję tej baby, którą czasami bywam. Nie chcę Was zmylić. My nie jesteśmy zgodnym małżeństwem, które należy do grona tych idealnych par, które spijają sobie z dziubków. U nas lecą wióry, iskry a czasami mam nieodpartą ochotę wypi*przyć z okna na znak protestu cały jego dobytek śrubek i wkrętarek, bo wiem, że bolałoby go to najbardziej.

Wrócę jednak do tematu. No więc leżymy tak sobie w bezruchu. Każde z nas dopiło swoją lampkę czerwonego wina. Jest już naprawdę romantycznie. Moja ręka zaczyna miziać go po karku, schodzi coraz niżej. Jest już przy szyi. Włącza mi się już fantazja. Patrzę mu głęboko w oczy. Oddech mam coraz szybszy. Nie wytrzymuję i zadaję mu znienacka pytanie, które mnie od dawna dręczy:'

– Skarbie, powiedz zupełnie szczerze. Masz jakąś fantazję a może fetysz, który za Tobą chodzi, a ja mogłabym go spełnić?

– Nie.

– Serio? Nie ma nic takiego, co mogłabym dla Ciebie zrobić a jeszcze nie robiłam?

– Właściwie to masz rację! Jest taka fantazja i nie pogniewałbym się, gdybyś robiła to codziennie, jak zrobiłaś dzisiaj.

– Jak dzisiaj? Co masz na myśli?

– Pierwszy raz chyba od roku w ogóle nie marudziłaś…

:D Dlatego w Nowym Roku, przy okazji “fetyszowania” życzę wszystkim panom samych spełnionych fantazji! ;-)

Autor: 
Szczesliva
Źródło: 

Dodaj komentarz

CAPTCHA
Przepisz kod z obrazka.