Wszystko w swoim czasie: jak żyć w sposób filozoficzny

Reklama

pon., 06/13/2022 - 13:24 -- MagdalenaL

Prawdopodobnie najbardziej bezużytecznym spostrzeżeniem starożytnego greckiego filozofa — odkładając na razie na bok teorię Pitagorasa, że ziarna fava zawierają dusze zmarłych — był argument Epikura, że nie powinniśmy obawiać się śmierci, ponieważ nie będzie nas przy niej. Nikt nie denerwuje się z powodu tego, że nie istniał przed narodzinami — rozumował — więc dlaczego miałby czuć się źle z powodu tego, że wkrótce nie będzie go znowu?

Ale nigdy nie spotkałem nikogo, kto uważałby to za choć trochę pocieszające. Jednym z rozwiązań byłoby w ogóle się nie urodzić. Kiedy już się urodzisz, jesteś zaangażowany w życie, czy ci się to podoba, czy nie. Starzenie się jest więc nieuchronnie kwestią coraz większego zbliżania się do pewności, że lada dzień twój skończony czas dobiegnie końca, zanim zrobisz, choć garść z nieskończonej liczby rzeczy, które mógłbyś zrobić, albo spędzisz, choć odrobinę czasu z ludźmi, na których najbardziej ci zależy.

„Do tej pory życie wydawało mi się niekończącym się wzniesieniem, z którego widać było tylko odległy horyzont" - powiedział jeden z pacjentów cytowany przez psychoterapeutę Elliotta Jaquesa, który później stworzył termin „kryzys wieku średniego" - ale „teraz nagle wydaje mi się, że dotarłem na szczyt wzgórza, a przede mną rozpościera się zbocze, na którym widać koniec drogi". „Zbocze" jest tu właściwym słowem z wielu powodów, a jednym z nich jest implikacja przyspieszenia. Jakby nie dość okrutne było to, że twój czas się kończy, z wiekiem będziesz też odczuwał, że twoje miesiące i lata mijają coraz szybciej. Czasu będzie więc coraz mniej, a każda jego porcja będzie się wydawać coraz krótsza.

Jednak to, co jest naprawdę godne uwagi w świadomości skończoności, to nie fakt, że w końcu nas ona dosięga (w każdym wieku pomiędzy 35 a 65 rokiem życia, według Carla Junga, wielkiego odkrywcy „drugiej połowy życia"), ale to, że udaje nam się ją tak długo powstrzymywać. W końcu, z punktu widzenia kosmosu, 10-latek, który ma dożyć 90 lat, jest tylko trochę dalej od końca, niż będzie miał 80 lat. Świadectwem naszego wyewoluowanego talentu do odkładania konfrontacji ze śmiertelnością jest to, że udaje nam się robić wiele wartościowych rzeczy — rozpoczynać kariery, zakładać rodziny, zdobywać majątek, tworzyć sztukę — z których moglibyśmy zrezygnować, gdyby paraliżowała nas świadomość, że to wszystko tak szybko się skończy.

W drugiej połowie życia warto jednak zrezygnować z walki z prawdą. Główną cechą współczesnego postrzegania czasu jest to, że zbyt mocno skupiamy się na jego instrumentalizacji — koncentrujemy się wyłącznie na naszych przyszłych celach, pędząc przez życie do jakiegoś momentu pod koniec dnia lub tygodnia, kiedy wreszcie będziemy mogli się zrelaksować, albo do jakiegoś odległego momentu, na przykład kiedy wreszcie uporamy się z listą rzeczy do zrobienia, kiedy dzieci wyjdą z domu lub przejdziemy na emeryturę. W rezultacie powstaje coś, co nazywa się mentalnością „kiedy wreszcie": poczucie, że prawdziwe spełnienie, a nawet prawdziwe życie jeszcze nie nadeszło, więc obecne doświadczenie jest jedynie czymś, przez co trzeba przejść, w drodze do czegoś lepszego. Osoba tkwiąca w takim nastawieniu, jak pisał John Maynard Keynes, „nie kocha swojego kota, ale jego kocięta; ani, prawdę mówiąc, kociąt, ale tylko kocięta kociąt, i tak dalej, aż do końca kociej natury".

Trudno jest całkowicie pozbyć się tego poglądu. Ale starzenie się pomaga, ponieważ świadomość, że czas się kończy, sprawia, że życie z myślą o przyszłości staje się coraz trudniejsze do zniesienia. W wieku 20 lat łatwo jest sobie wyobrazić, że prawdziwe życie jeszcze się nie zaczęło, ale w wieku 40 lat jest to już trochę naciągane, a w wieku 60 lat jest to po prostu absurdalne. I tak coraz łatwiej jest stawić czoła temu, co było prawdą przez cały czas: że to jest prawdziwe życie. Nie ma żadnej nadciągającej chwili prawdy, kiedy wreszcie poczujesz się w lepszej pozycji, by zrobić ze swoim czasem to, co naprawdę chcesz zrobić — i że jedynym realnym momentem, w którym możesz to zrobić, jest właśnie teraz.

Jest to moment, w którym każdy zdrowy na umyśle człowiek odczuwa, choć odrobinę żalu: zrozumiałeś prawdę, że życie nie jest próbą generalną przed czymś lepszym, ale rozpaczliwie żałujesz, że nie zrozumiałeś tego kilkadziesiąt lat wcześniej. Sztuczka polega na tym, by nie próbować zaprzeczać temu żalowi ani go wyeliminować, ale też nie pozwolić, by przeszkodził nam on w korzystaniu z chwili obecnej — ponieważ odmowa życia w pełni na podstawie tego, że powinniśmy byli żyć pełnią życia w przeszłości, jest równie głupia jak odmowa życia w pełni na podstawie tego, że wciąż czekamy na to, by żyć w pełni w przyszłości.

Myślę, że to właśnie jest jądro prawdy w oklepanych radach dotyczących znaczenia „życia w chwili obecnej": nie chodzi o to, że powinieneś próbować medytować, by osiągnąć mistyczny stan całkowitej obecności czy koncentracji, ale o to, by uznać fakt, że przeszłość jest przeszłością i że wkrótce nie będziesz miał już żadnej przyszłości — więc równie dobrze możesz być obecny właśnie teraz. To nie jest takie złe. Często jest wręcz cudownie. A w każdym razie nie ma innego miejsca, w którym można by się znaleźć.

 

Autor: 
Oliver Burkeman The Guardian Tłumaczenie: Oliwia Sitek
Polub Plportal.pl:

Reklama