Sekrety pracy hostessy. "Nierzadko mężczyźni traktują nas jak panie do towarzystwa

Reklama

pon., 03/23/2020 - 20:23 -- koscielniakk

- Przy niektórych zleceniach z klientami musiałyśmy pić alkohol, bawić się z nimi. Nikt oczywiście głośno nie kazał nam tego robić, ale było wiadomo, po co zostałyśmy wynajęte, zwłaszcza, gdy mijała oficjalna część imprezy - opowiada Ola, która przez sześć lat pracowała jako hostessa.

  • "W tej pracy mężczyźni często odsłaniają swoje najgorsze oblicze. Nigdy nie czułam się tak przedmiotowo traktowana" - opowiada Ola
  • Ola wspomina, że hostessy nierzadko chodzą w za małych butach, kusych sukienkach. "Na jednej ze znanych imprez dla polityków i biznesmenów, sukienki ledwo zasłaniają hostessom tyłki"
  • Hostessy są wynajmowane na prywatne imprezy. "Mężczyźni, którzy przyjechali z prostytutkami, próbowali w ten sam sposób nas traktować hostessy" - wspomina kobieta
  • Ola nie ukrywa, że część dziewczyn zaczyna pracę hostessy w celu znalezienia bogatego sponsora i im się to udaje

"Wszystkim chodziło o jedno - żeby zaciągnąć którąś z nas do łóżka"

Na stronach agencji hostess i modelek można między innymi przeczytać: “Jeśli w realizacji niestandardowych czy indywidualnych projektów potrzebują państwo pięknych kobiet, zapraszamy do współpracy”.

Hostessy pracują na targach, imprezach promocyjnych, konferencjach, piknikach firmowych, ale też zatrudniane są, gdy ktoś chce zorganizować przyjęcie w domu. - Pamiętam takie zlecenie. Dom w górach, gdzieś głęboko w lesie. Bogaty facet raz w miesiącu organizował imprezę dla swoich bogatych kolegów biznesmenów. Miałyśmy tam być od 20 do drugiej w nocy. Ładnie wyglądać, witać gości, uśmiechać się. Koledzy organizatora imprezy przyjechali z prostytutkami, gdy już trochę wypili, zaczęli nas traktować, jak je. Pojawiały się niedwuznaczne propozycje. Mojej koleżance pijany już gość powiedział wprost, że taka ładna buzia jeszcze mu loda nie robiła. Tam, po raz pierwszy, nie czułam się bezpiecznie. Byłyśmy daleko, w czyimś prywatnym domu… Na szczęście była z nami szefowa agencji i wszystko się dobrze skończyło, wróciłyśmy do domów, ale ja już nigdy nie zdecydowałam się na takiego typu zlecenie - wspomina Ola. - Koleżanki mi opowiadały, że na podobnego typu imprezie, na której byli goście z zagranicy, gdy się przebierały, ktoś zamknął im drzwi od pokoju. Nie mogły wyjść, zadzwoniły po policję, bo zwyczajnie się bały. Faktycznie, wtedy doszło do interwencji służb.

Czy agencje zatrudniające hostessy zdają sobie sprawę z tego, jak dziewczyny są traktowane? Ola przyznaje, że tak. - Nierzadko takie agencje są prowadzone przez kobiety, które wcześniej jako hostessy pracowały, więc doskonale wiedzą, z czym dziewczynom przychodzi się mierzyć. Nam tylko powtarzano, że mamy się nie dawać, być stanowcze, silne, ale nie zapominać o tym, żeby się uśmiechać i nie zniechęcać ludzi, których obsługujemy - mówi Ola i dodaje: - Ale faktycznie nigdy wcześniej ani później nie miałam takiego poczucia uprzedmiotowienia, jak w tej pracy. Ona też odsłania najgorsze oblicze mężczyzn. Oczywiście nie wszystkich, ale to jak większość z nich się zachowuje w stosunku do hostess jest skandaliczne. Traktują dziewczyny jak obiekt wystawowy, jak swoją własność. Nie raz spotykałam się z sytuacją, gdy wpychali nam do ręki karteczkę z numerem telefonu. Ci z targów, na przykład motoryzacyjnych, czy konferencji właścicieli sieci sklepów spożywczych, byli obleśni, kleili się do nas, próbowali obmacywać. Ci z imprez nazwijmy je - VIP-owskich niby robili to w bardziej kulturalny sposób, ale i tak im wszystkim chodziło o jedno - żeby zaciągnąć którąś z nas do łóżka.

“Na jednej z imprez byłyśmy przebrane za królowe w kusych strojach”

Agencje zaznaczają, że są w stanie ubrać swoje hostessy w stroje właściwe charakterowi zlecenia. Ola wspomina, że nie raz zdarzało się jej pracować w za małych szpilkach, przyciasnych spódnicach. - Bywało, że nogi od niewygodnych butów bolały nas tak bardzo, że robiło się nam słabo, ale nic nie można było zrobić. Było nam zimno, gdy dostałyśmy na przykład nieodpowiednie stroje, ale klient płacił, wymagał. Podkreślano, że nas ubierają, więc trzeba było wytrzymać. Dziewczyny na bardzo znanym forum, gdzie roi się od polityków i biznesmenów nosiły sukienki, które ledwo im tyłek zakrywały…

Ola wspomina, że na na jednej z imprez przywieziono hostessom stroje księżniczek i królowych. I nie, nie były to długie balowe suknie, wręcz przeciwnie - kuse sukienki, gorsety mocno wycięte, które nie zakrywały specjalnie dużo. - W tych przebraniach witałyśmy gości i umilałyśmy im później czas rozmową. Bo w przypadku hostess nie chodzi tylko o wygląd, ale też o osobowość. - Na każdym castingu ważna była rozmowa. Agencjom zależy na tym, by zatrudniać nie tylko ładne, ale też wygadane dziewczyny, z którymi można porozmawiać, które się nie krępują, szybko odnajdują się w różnego rodzaju sytuacjach, z którymi łatwo nawiązać kontakt. Bardzo często klienci oprócz wybierania po zdjęciach hostess, chcieli z nami także przez chwilę porozmawiać, bo wymagali, żebyśmy na imprezie zabawiały rozmową najważniejszych gości.

"Patrzono na nas jak na dziewczyny do towarzystwa"

“Wśród naszych hostess mogą wybrać państwo blondynki, brunetki, rude, są dziewczyny o włosach prostych i kręconych. Nasza obsługa jest profesjonalna i dostosowana do potrzeb klienta” - czytamy na stronie jednej z agencji.

Podczas trwania Euro 2012 Ola jako hostessa pracowała przez 14 nocy. - Zatrudniono nas w klubie otwartym na ten czas w Pałacu Kultury i Nauki, w którym rezerwacja stolika kosztowała 10 tysięcy złotych. Przychodzili tam właścicieli hotele, ministrowie, politycy. Dostałyśmy ładne sukienki, w których miałyśmy pracować. Na początku standardowo witałyśmy gości, a później miałyśmy z nimi pić alkohol i się bawić. To było wariacja, wypiłam wtedy morze alkoholu, nie wiem, jak zdałam sesję na studiach, ale się udało.

Klub ze stolikiem za 10 tysięcy złotych okazał jednak pomysłem na wyrost. - Do organizatorów imprez w PKiN szybko dotarło, że na Euro 2012 nie przyjechało do Polski aż tak dużo bogatych ludzi, jakby się wydawało. Musiałyśmy więc chodzić po mieście w tych naszych kusych sukienkach i zapraszać gości. Wsadzano nas też w samochód i wożono po najlepszych hotelach, żebyśmy zachęcały i namawiały gości hotelowych, żeby wpadli do nas na imprezę, odwiedzili klub. Cóż, nie ma co ukrywać, że wtedy patrzono na nas jak na dziewczyny do towarzystwa. Po tym, jak wyglądałyśmy, ludzie mogli mieć różne odczucia i wątpliwości do jakiego klubu ich zapraszamy. Zresztą pracowałam też w knajpach, przy rozkręcaniu imprez. Moje zadanie polegało na tym, żeby ładnie wyglądać, pić drinki i się dobrze bawić.

 

"Mimo wszystko to były łatwe i dobre pieniądze"

Ola z perspektywy czasu przyznaje, że gdy pracowała, wydawało się jej, że praca hostessy tak właśnie wygląda, że nadużycia ze strony mężczyzn, niedwuznaczne propozycje i zachowania są na porządku dziennym. Taki rodzaj pracy - po prostu. - Dziś widzę to zupełnie inaczej, ale prawda jest taka, że nikt o tym głośno nie mówi. Wśród hostess są dziewczyny, które szukają bogatego sponsora i w tym celu zaczynają tę pracę, a te, które chcą zarobić, nic nie mówią, bo też prawda jest taka, że hostessy nie zarabiają mało, a w tym środowisku, jeśli ktoś zacznie mówić źle o agencjach, klientach, to już pracy z pewnością nie znajdzie.

Kilka lat temu Ola za udział w targach, konferencjach dostawała 25 złotych za godzinę. - Umowa była taka, że gdyby ktoś proponował nam niższą stawkę, nie miałyśmy się zgadzać, żeby nie psuć rynku. Praca na targach i konferencjach była przyjemna i mało uciążliwa. Za 14 nocek pracy podczas Euro 2012 zapłacili mi niemal sześć tysięcy. Jak dla studentki to były bardzo dobre pieniądze. Pamiętny wieczór na górach - 600 złotych. Bywało, że brałam udział w pokazach. Na jednym z nich, gdzie nas ubrano, zrobiono nam fryzury, jak aktorkom z festiwalu w Cannes, a my miałyśmy stać i pić szampana, zarobiłam 200 zł za dwie godziny pracy. W weekend, jak się człowiek dobrze zakręcił, można było dostać kilka stówek.

- Nie mieliśmy żadnych szkoleń, jak bronić się przed natarczywymi klientami. Nikt nam nie mówił, że mamy prawo wyjść z imprezy, gdy ktoś zachowuje się nieodpowiednio, zgłosić się z tym do agencji. Ja, najczęściej wobec klientów, którzy przekraczali granice, stosowałam wybiegi mówiąc, że nie mogę dłużej rozmawiać, że szefowa mnie woła, że mam jeszcze coś do zrobienia. Były jednak dziewczyny, którym ciężko było się przeciwstawić naprawdę obleśnym facetom, rezygnowały z pracy albo płakały w łazience po chwili poprawiając makijaż i przyklejając uśmiech do twarzy - komentuje Ola.

Autor: 
Ewa Raczyńska
Źródło: 

Onet

Polub Plportal.pl:

Reklama