Unai Basurko: “Prawdziwa samotność jest przerażająca”

Reklama

pt., 10/08/2021 - 18:43 -- MagdalenaL

Baskijski żeglarz, który spędził aż dwukrotnie 70 dni bez spotkania żywej duszy podczas samotnego rejsu dookoła świata, zastanawia się nad obecnym lockdownem.

Unai Basurko od tygodni znajdował się na otwartym morzu, nie widząc żadnego śladu życia, choćby samolotu czy łódki, ale wtedy pojawiła się foka… i spojrzała na niego.

Początkowo było to zaskoczenie, które później przerodziło się w jedną z tych pięknych chwil, prostych, ale emocjonujących, które przychodzą mu na myśl, kiedy patrzy wstecz i wspomina swój samotny rejs dookoła świata podczas regat Velux5oceans. Przystąpił do nich w roku 2006, a skończył w 2007 po 158 dniach w samotności, zamknięciu, odizolowaniu i mierząc się z trudnościami.

„Taki opis brzmi odstraszająco. Ale prawdę mówiąc, chociaż żaglówka miała 18 metrów długości, ja zajmowałem przestrzeń 5 na 4 metry szerokości. Wszystko bardzo skromnie. Mimo to na łódce czuję się dobrze, rozmawiam z nią, cieszę się z tego, co mnie otacza. Poza tym jest dużo pracy, która Cię zajmuje. Jedynym przygotowaniem psychologicznym, które zrealizowałem było pragnienie opłynięcia Ziemi i walka o nie. Wspomina Basurko urodzony w 1975 w  miejscowości Portugalete w prowincji Bizkaia, który obecnie mieszka po drugiej stronie ujścia rzeki Bilbao, w mieście Getxo.

Tamte dni porównuje z lockdownem – całkowicie innym niż ten, kiedy samotnie żeglował dookoła świata – ze swoją żoną i dwójką dzieci, korzystając z doświadczenia na otwartym morzu, aby spędzać dni w spokoju: „Fakt mieszkania na ograniczonej przestrzeni oraz przyzwyczajenie się do rutyny na morzu jest ułatwieniem. Umiejętność doceniania najmniejszego detalu, takiego jak prysznic, ciepły posiłek, łóżko, które się nie rusza… bardzo pomaga”, mówi odnośnie aktualnych okoliczności. „Ale przede wszystkim, najbardziej przydatne jest poznanie samego siebie. Wiedza, że są dni lepsze od innych, że wszystko przychodzi i odchodzi oraz umiejętność śmiania się z samego siebie polepsza sytuację. Ten rodzaj tak intensywnych przeżyć zdziera z Ciebie warstwy, tak jakbyś był cebulą aż nie zostaje Ci nic innego, jak tylko zapytać się siebie kim tak naprawdę jesteś, czego chcesz od życia, jakie są twoje marzenia…na morzu to normalne. Jest to swego rodzaju jedność z otoczeniem i  samym sobą, która pojawia się zazwyczaj po dwóch, trzech dniach żeglowania”, stwierdza Basurko.

Jego ojciec kupił małą żaglówkę z drugiej ręki, kiedy Unai nie miał nawet 4 lat. Od  tamtego czasu, każdy weekend i wakacje (ma 3 braci) spędzali na żaglówce z  ojcem przy sterze. Unai nie musiał uczyć się wiatru, pływów, fal, nawigacji. Zwyczajnie przesiąknął tą wiedzą aż zaczął żeglować instynktownie, z łatwością, z  jaką inni poruszają się po ulicy.

Chociaż sam mówi o sobie, że jest „duszą towarzystwa, która potrzebuje kontaktu ze swoim otoczeniem”, lockdown pozbawił go tej dozy prywatności, najlepszej możliwości na spędzenie czasu sam na sam, ze swoimi wartościami, marzeniami i sposobem na „bycie w porządku z samym sobą. „Polecam raz na jakiś czas poszukać samotności, ale nie chcę brzmieć niepoważnie: niechciana samotność jest jednym z największych przekleństw naszego społeczeństwa”, dodaje. Podczas trwania stanu zagrożenia epidemicznego, Unai pracuje jako wolontariusz dla Czerwonego Krzyża, rozdając posiłki. „To, co czasami obserwuję, kiedy otwierają się drzwi, to samotni ludzie, głównie osoby starsze, które potrzebują zobaczyć znajomą twarz, porozmawiać. Prawdziwa samotność jest przerażająca. I nie zawsze dotyczy braku ludzi dookoła”, ubolewa.

Tryb życia

Rutyna na pokładzie żaglówki może wydawać się odstraszająca. „To 24 godziny pracy, załatwiania różnych spraw, przygotowań, sprzątania, gotowania i żeglowania. Śpi się mało i źle, zawsze w krótkich okresach nieprzekraczających 30 minut. Łódź i  żeglowanie na otwartym morzu wykańczają Cię, dlatego musisz dużo jeść, nawet do 8000 kalorii dziennie (tak jak kolarz podczas wyścigu Tour). Śpimy tak jak nasi prehistoryczni przodkowie, instynktowny sen, zawsze czujny, ponieważ znienacka może pojawić się inna łódka, kłoda, góra lodowa lub coś może się zepsuć. Później masz problemy z normalnym zasypianiem, zapewnia.

Rzecz jasna, w czasie lockdownu nieprawdopodobnie tęskni za morzem: „Tęsknie za jego rytmem, bezkresem i zmieniającym się pięknem, za uczuciem wolności i  przynależności do niej. Wolność to możliwość robienia czego pragniesz, możliwość kreowania twojego celu, twojego kierunku. Na morzu wszystko jest łatwiejsze”, wyznaje. W dniu, w którym wystartował w Velux5oceans z Getxo, pewien „niewielki huragan” był bliski zrujnowania regat. „Miałem problem elektroniczny i pilot automatyczny przestał działać. Nie byłem w stanie go naprawić i żaglówka była niesterowna”, wspomina. Więc wytrzymał, kumulując w sobie zmęczenie tak silne, że  doznawał halucynacji, aż dotarł do Australii i naprawił usterkę. „W tego typu zawodach, wszelka pomoc jest zabroniona. Jeśli zatrzymasz się w jakimś porcie z  powodu awarii, dostaniesz karę. Czas na lądzie jest krótki, maksymalnie od jednego do dwóch tygodni w sumie i przy odrobinie szczęścia. Podczas tych regat spędziłem 71 dni bez zejścia na ląd, a podczas kolejnego etapu, 70. Nie mogłem nawet korzystać z Internetu ani zadzwonić przez telefon”, wspomina podkreślając, że teraz poprawiła się komunikacja, co można zauważyć również podczas zamknięcia w domach.

„Łódka to Twój styl życia, zależysz od stanu, w jakim się znajduje”, zwraca uwagę Basurko zanim przejdzie do wspomnień o przygodach, podczas których nadejście pomocy przypomina rzut monetą. „Historia jest pełna akcji ratunkowych między rywalami, którzy stają się niejako jedynymi jednostkami znajdującymi się relatywnie blisko i mogącymi udzielić pomocy. Historie tragiczne i niewiarygodne. Podczas regat Velux zdarzyło się tak pomiędzy dwojgiem anglików, którzy byli pokłóceni w sprawach mało istotnych. Po akcji ratunkowej zostali uwięzieni razem przez dwa tygodnie na tej samej łódce, bez masztu, walcząc, aby dopłynąć do brzegów południowej Afryki… morze zawsze nas uczy”, podsumowuje baskijski żeglarz.

Przed tamtym opłynięciem świata (podczas którego ostatecznie zajął trzecie miejsce), Unai nie miał nawet łodzi. Z planami w dłoni przeprowadził się na odludzie Australii i  tam spędził półtora roku skrupulatnie nadzorując budowę swojej Pakea Bizkaia. „Pakea w języku baskijskim oznacza pokój, była pragnieniem mojego ojca na początku nowego stulecia, a Bizkaia to mój patron”, wyjaśnia nazwę łodzi Basurko. Jak tylko została zwodowana, przyjaciel popłynął z nim do Chile. Stamtąd, ruszył samotnie do Bilbao, „aby zrozumieć łódkę” oraz sprawdzić się i tak rozpoczął przygodę, którą dzisiaj wspomina z czułością.

Teraz, po regatach, Unai obmyśla najlepszy sposób na odbudowę swojego życia zawodowego, jak tylko kryzys sanitarny pozwoli na powrót do normalności: „Próbuję przeforsować projekt dotyczący edukacji i zrównoważenia oceanów. Od zawsze potrzebny, ale teraz bardziej niż kiedykolwiek. W najbliższej przyszłości stworzymy szkolenia pełne doświadczeń na pokładzie pomiędzy Bilbao i Galicją, które będą trwały tydzień i będą dostępne dla każdego, kto zechcę nauczyć się i poznać morze oraz żeglarstwo”, opowiada Basurko, który nigdy nie zapomni tamtej foki, która zechciała pozdrowić go po środku ogłuszającej samotności.

Autor: 
Óscar Gogorza Tłumaczenie: Julia Śliwak
Polub Plportal.pl:

Reklama