W Polsce panuje matriarchat. Kobiety mogą nawet bezkarnie wyłaudzać alimenty

Reklama

pon., 02/03/2020 - 07:19 -- zzz

W tej serii artykułów odkłamuję kłamstwo feministek o patriarchacie istniejącym w Polsce, który miałby skutkować trudniejszym życiem dla kobiet. W poprzednim wpisie poruszyłem bardzo ważne problemy, tj. brak karania specyficznych form przemocy stosowanych przez kobiety, domniemaniu winy mężczyzny, czy uznaniu matek za ważniejszych rodziców, niż ojców.

W tej części chciałbym poruszyć temat kontroli kobiet nad rozrodem, rodziną, profitach wynikających dla nich z małżeństwa, czy o przemyśle rozwodowym ukierunkowanym na tzw, dojenie mężczyzn, który niestety motywuje kobiety do rozbijania związków, rodzin, czy wyłudzania alimentów. To właśnie kontrola kobiet nad rozrodem i małżeństwem pozwala im władać w dużej mierze nad samymi mężczyznami i dziećmi (w naszym systemie są ich własnością).

Feministki zauważyły, że mogą żądać coraz bardziej absurdalnych przywilejów dla kobiet, bo mężczyźni stali się miękcy i powoli się na wszystko godzą. Zrozumiały, że trzeba do tego tylko odpowiedniego „suszenia głowy”. Tak samo robi wiele kobiet w związkach, tyle, że te stworzyły z tego ideologię. Manipulacje to ich taktyka zdobywania zysków.

Kłamstwa powtarzane tysiąc razy stają się prawdą, a o płciach dziś kłamie się w wybitnie szkodliwy sposób: na niekorzyść mężczyzn, a na korzyść kobiet. W obu wersjach jest to podawanie ludziom nieprawdy. Ani kobiety nie są tak dobre, jak o nich się mówi, ani mężczyźni tak źli jak się o nas mówi.

Po co te kłamstwa? Oczywiście, by napór na dodatkowe przywileje dla kobiet się nie skończył. Wszak póki się gra uciemiężone ofiary (kobiety) to można wystosowywać dodatkowe żądania wobec grupy uciemiężającej (mężczyźni). W rzeczywistości jest tak, że nie grupa, która jest pokrzywdzona może walczyć o przywileje, a wystarczy się na taką WYKREOWAĆ.

I z tego wiele pań niestety korzysta, a jeszcze bardziej jest to smutne, że wielu mężczyzn temu przyklaskuje.

Pamiętajmy, że uprzywilejowanie uczy bardzo negatywnych cech: roszczeniowości, egoizmu, arogancji, konfliktowości, braku empatii i innych składowych osobowości narcystycznych. Taka, głównie o sobie myśląca osoba przestaje nadawać się do jakichkolwiek związków, ale pomimo tego je próbuje tworzyć. Druga strona, by móc z nią egzystować w poprawnych stosunkach, musi stać się uległa, dlatego rozumiemy skąd dzisiaj tylu takich mężczyzn, skąd tylu przysłowiowych pantofli, skąd tylu mężczyzn idealizujących kobiety i tyle kobiet gardzących mężczyznami.

System uczy nas bardzo prostych, aczkolwiek niesprawiedliwych postaw. Jesteś mężczyzną? Jesteś zdany tylko na siebie (i na utrudnienia wynikające choćby z dyskryminacji pozytywnej). Jesteś kobietą? Każdy Ci może pomóc, włącznie z mężczyznami, ale i aparatem państwowym. Tym podłym bo „patriarchalnym” – rzecz jasna.

Zapraszam.

Część pierwszą przeczytasz tutaj:

Małżeństwa i rozwody zabezpieczają interesy tylko kobiet

klękanie do zaręczyn
Kultura „klękania” do zaręczyn jest wyrazem uległości mężczyzn wobec kobiet. Cechą pozbawiającą szacunku kobiet do mężczyzn, wybitnie nieatrakcyjną, lecz zapewniającą władzę i profity dla kobiet.

Co może czekać dzisiejszego mężczyznę, który weźmie ślub z kobietą opisywałem bardzo szeroko tutaj:

 

W temacie kobiecej władzy nad rodziną i małżeństwem warto podać fakt, że konsekwencje rozwodu spadają zwykle na mężczyznę. Nazywamy to tzw. gwałtem rozwodowym. Dlaczego konsekwencje zwykle spadają na mężczyznę? Powodów jest kilka. Pierwszy to najbardziej prozaiczny: kobiety zazwyczaj na mężów wybierają mężczyzn wyższego statusu, niż one (tudzież mężczyzn od nich w jakiś sposób lepszych/zaradniejszych), a co za tym idzie lepiej od nich zarabiających. To gwarantuje im alimenty płacone przez mężczyznę przy bardzo prawdopodobnym w dzisiejszych czasach rozwodzie, ale też oczywiste profity w samym małżeństwie.

Mężczyźni, którzy zarabiają mniej od swoich kobiet, są mniej od nich zaradni, lub nie dzielą się z kobietą pieniędzmi (bez wyliczania) są obrażani od leniów, trutni, skąpców, czy kompletnie wybrakowanych z męskości.

Wobec kobiet nie ma takiej presji i to pomimo tego, że to one dostają ułatwienia (tj. parytety) na rynku pracy. Pomimo tego, że się głosi o „równości” płci. To jest przywilej.

Wracając do małżeństw. Mężczyzna traci status społeczny oddając władzę kobiecie poprzez małżeństwo, ten jakże ofiarny gest, a przecież jego status społeczny jest wyznacznikiem jego atrakcyjności, ponieważ kobiety kierują się takim właśnie wskaźnikiem w doborze partnera (hipergamia).

To tak jakby wkładać palce pod młotek. Problem w tym, że wielu mężczyzn nie jest tego świadomych.

W naszym światku praktycznie nie istnieją też kobiety-alimenciary (choć jeśli nimi zostają to procent ich niepłacących jest wyższy, niż u mężczyzn), ponieważ prawo stworzono tak, aby to kobieta zyskiwała na małżeństwie, ale także jej potrzeby były zabezpieczone przy rozwodzie.

Cóż, mężczyźni pokazują, że łatwiej ich doić z pieniędzy i zasobów (wręcz przyklaskują temu i opornie zmieniają dyskryminujące ich prawo), a dzisiejsze kobiety są naprawdę świetne w znajdywaniu wad w mężczyznach, czy w kreowaniu się na ofiary, dlatego też z małżeństw wychodzą zwykle z zyskiem większym, niż mężczyźni. Mężczyźni, którzy co najwyżej łudzą się, że dzięki małżeństwu dostaną gwarantowany dostęp do monogamicznego seksu. Innych profitów nie ma, lub są niepewne jak wierność, lojalność, czy gwarancja pełnego domu. Dzieci jednak należą do kobiety i dostają je pod opiekę w 97% przypadków porozwodowych. Jest to odwrócenie patriarchalnego modelu, w którym to dzieci po rozwodzie zostawały przy ojcach.

Oczywisty dowód na matriarchat. My oczywiście proponujemy opiekę naprzemienną, która sprawnie funkcjonuje w krajach lepiej rozwiniętych. Czas, by je dogonić.

Inne, nasze propozycje zmiana prawa rodzinnego znajdziesz poniżej:

 

Absolutnie nie ma zdziwienia, że kobiety napierają na małżeństwo częściej, ponieważ zapewnia im więcej korzyści/zabezpiecza ich interes. Robią to niestety nie zawsze w sposób honorowy, czyli będąc jak najlepszą partnerką, jaką mężczyzna może sobie wymarzyć (i wtedy on dobrowolnie wychodzi z pomysłem ślubu), a manipulując mężczyzną, szantażując nim, wymuszając ślub poprzez przeróżne insynuacje typu: zbyt mały czas spędzany razem, zbyt małą ilość poświęceń po stronie mężczyzny, wmawiając mu brak miłości, czy zaufania, mówiąc, że nie można na niego liczyć, celując w męskie ego, że daleko mu do prawdziwego mężczyzny, a na końcu obrażając się i stosując techniki „cichych dni”.

małżeństwo i rozwód nagradza kobietę

Często kobiety próbują manipulować męskimi emocjami sugerując mężczyznom, że ślub to dowód na miłość mężczyzny i jak go nie dostaną to nie będą tracić czasu na „chłopczyka”.

W niemoralnych, kobiecych sposobach wymuszania małżeństwa chodzi o wzbudzenie poczucia winy poprzez awanturę (jak kobiety się awanturują opisywałem TUTAJ), skupienie na sobie uwagi, tworząc swego rodzaju emocjonalny dramat, za którego odpowiedzialność ma wziąć mężczyzna. I męska dzięki temu ma być poprawa, a kobiecy zysk. Mężczyzna uprawiający dramaturgię, czy histerię jest traktowany przynajmniej jako niedojrzały. Wśród kobiet jest na takie zachowanie większa tolerancja, co wynika oczywiście z uprzywilejowania tej płci.

Napisałem już sporo artykułów o technikach manipulacji kobiet. Zapraszam w inne rejony strony.

Tak, że nie jest tak, jak mówią feministki, że kobiety nie są zdolne do przemocy, czy toksycznych zachowań, lub tych zachowań jest mało. Nie. Po prostu zbyt mało poświęca się im dziś uwagi, a wręcz traktuje takie zachowania lżej – a to nie jest dobra droga, by obie płcie były traktowane sprawiedliwie.

Na domiar złego małżeństwo ogranicza mężczyznę w wyznaczaniu swojej ramy, granic i egzekwowaniu zasad w stosunku do kobiety. Można to nawet bardziej delikatnie i przychylnie dla kobiet określić tym, że mężczyzna ma związane ręce w kwestiach reagowania na kobiece złe zachowania w małżeństwie, bo ani tu krzyknąć, ani postawić na swoim (bo tyran), ani odejść, bo mężczyzna będzie za odejście ukarany (a jako ojciec na pewno nazwany rozbijającym rodzinę).

Niestety mężczyzna po rozwodzie, mąż i ojciec zazwyczaj wychodzi ukarany, nawet za niewinność, lub współwinę (ot, kobiety umieją obwiniać innych, nawet jak są 100%owo winnymi), gdzie na pierwszym miejscu powinno stawiać się na porozumienie, a nie odejście.

 

To też kobiety częściej składają pozwy rozwodowe, ponieważ co niedziwne, rozwód też jest dla nich korzystniejszy, niż dla mężczyzny. To one zwykle po rozwodzie zabierają ze sobą dzieci, ale też mężczyźni muszą płacić im alimenty. Wcześniej kobiety nierzadko kreują się na monogamiczne, wierne, oddane miłości romantyczki (tutaj udowadniam, że rzadko nimi są, a romantykami są mężczyźni, mimo kreowania się na racjonalnych pragmatyków – ot taka sprzeczność płciowa).

De facto wiele z tych kobiet pokazuje, że oddane są co najwyżej swoim namiętnościom przychodzącym z zewnątrz, udając się tam gdzie ekscytacja, korzyści, egoistyczne emocje, niżeli nudna wierność wobec tego kogo się zna, komu obiecywało wszystko co najlepsze i jego wady zna na wylot. Słowo i przysięga nie ma znaczenia.

Mówią one o sobie jednak inaczej po to, by naiwny, mało wymagający mężczyzna uwierzył i małżeństwo „zaklepał”.

ona pragnie drania

Dzisiaj to kobiety zdecydowanie częściej odchodzą od mężczyzn, niż mężczyźni od kobiet (w 4/5 przypadków), a stały związek znaczy dla nich mniej. Przynajmniej mniej, niż mówią.

Konserwatywne amerykańskie publicystki już dawno zauważyły, że kobiety psują sobie życie na własne życzenie. Czekają na jeźdźca na białym koniu, tymczasem kończą udane związki, bo nie podobają im się drobiazgi.

Tym rozstającym się kobietom nie podobają się rzeczy, które dałoby się zmienić w czasie, być może z ich wsparciem, pracą, ale są zbyt wygodne, zbyt niecierpliwe i zbyt egoistyczne, by umieć się poświęcić dla mężczyzny. Płci przecież stworzonej po to, by kobietom usługiwać i się nimi opiekować, prawda? A do tego płci, jak mówią feministki, wybitnie złej, czyli jedynej, którą można krytykować i oczekiwać poprawy…

Co nie zmienia faktu, że same kobiety wymagają poświęceń od mężczyzn. Tak jak wyższych standardów moralnych, zdecydowania i świadomości czego się chce. Nie mamy jednak równowagi na tym polu, ponieważ od kobiet wymaga się coraz mniej, jeżeli chodzi o zachowania wobec mężczyzn. Patriarchalny „kaganiec” dawno został oblany kwasem i rozpuszczony.

I jest to przynajmniej niepoważne, że kobiety jako kończące związki w większości przypadków są tymi, które najczęściej wstawiają tego typu obrazki. A robią to jedynie po to, by wyglądać na romantyczne, głębokie wewnętrznie osoby i tym samym manipulować mężczyznami, którzy wierzą w ten wykreowany przez kobiety własny obraz świętej, niewinnej, słodkiej i dojrzałej:

staruszkowie naprawiali, a nie wyrzucali

Odpowiedzialność – zerowa. Egoizm – silny. Fałsz – duży.

Rzadko też kobiety przystają na małżeństwa z intercyzą… chyba, że same zarabiają więcej od mężczyzny (świetnie się zabezpieczają przed płaceniem, nie to co naiwni mężczyźni), albo gdy boją się, że spadną na nie długi mężczyzny (czyli same mu nie ufają, ale żądają zaufania wobec siebie). Gdy mężczyzna chce intercyzy, sam ma więcej zasobów, prosperuje, zarabia od kobiety więcej – słyszy napór tekstów całego babińca w rodzinie: nie na tym polega miłość, nie na tym polega małżeństwo, jak możesz nie ufać kobiecie swojego życia!?

Bądź mężczyzną!

I wiele kobiet się w tym momencie wykrusza. Odchodzą, gdy mężczyzna odmówi małżeństwa, bo jest w swoim postanowieniu silny, lub gdy on naciska na intercyzę dając dowód, że to kobieca miłość była nieprawdziwa. Dobry test na materializm i brak miłości? Dobry.

Niegdyś małżeństwo stworzono po to, by społeczeństwo preferowało monogamię, najbardziej pożyteczny konstrukt kulturowy. Większość osób dzięki temu miała szansę na parę. Dzięki temu więcej osób było produktywnych i szczęśliwych, a chęć odejścia była poddawana karze lub ostracyzmowi.

Czym to skutkowało?

  •  Udawało się uniknąć bólu wynikającego z rozstania / zdrady, co przecież często kończy się depresją, samobójstwem, czy wpadnięciem w wir uzależnień – ból jest bardzo silny
  • Uczyło się wzajemnego wspierania w dołach i cieszenia z wspólnych sukcesów, a nie żądania coraz więcej od drugiego człowieka
  • Wzajemna, wyniszczająca rywalizacja była zniesiona do minimum

To, że były negatywne tego strony, nie oznacza, że nie było dużo więcej pozytywnych. Przynajmniej uczono odpowiedzialności, za siebie, za kogoś, za stan relacji, za wybór osoby, której mówiło się piękne, wyniosłe słowa o miłości i oddaniu.

Państwo opiekuńcze (socjalne) chroni kobiety w razie rozbicia związku i rodziny (także z własnej winy!) – toleruje wyłudzanie alimentów

mężczyzna i kobieta po rozwodzie

Kobieta może dziś zdradzić mężczyznę, obwinić go, pokazać jego wady (bo tego jest uczona przy okazji robienia z siebie ofiary, którą nie może być męski mężczyzna, a niemęskość jest bardzo źle odbierana), sama być patologiczną jednostką, wrobić w dziecko, a i tak w 97% przypadkach dostanie dzieci po rozwodzie, a mężczyzna będzie musiał płacić alimenty na nie, ale też na nią, jeśli zarabiała od niego mniej/wniosła mniej zasobów do relacji.

W połączeniu z punktem wcześniejszym jest to legalna grabież mężczyzn i obdarcie z wszelkiej godności, co się akurat tym, mściwym, małostkowym manipulantkom bardzo podoba. Tak naprawdę wystarczy, że umieją kłamać, prowokować, czy przekręcać fakty i wyjdą z rozwodu, tak jak kot spada na cztery łapy.

Ale też wiecie czemu kobiety rzadko kiedy wiążą się, a jeszcze rzadziej biorą ślub z mężczyzną, który znacznie gorzej od nich zarabia.

a) nie odnoszą korzyści tu i teraz ze związku (czy to miłość, czy tylko wyrachowanie i kalkulacja?)

b) nie odnoszą korzyści po rozpadzie związku (a więc nie mogą się rozwieść dla pieniędzy i wyłudzać alimentów)

A o Prawie Briffaulta, które te zjawisko opisuje szerzej już niebawem, wraz z przetłumaczonym filmem…

Przykład braku braku możliwości uzyskiwania szacunku w małżeństwie od kobiet do mężczyzn i spełniania ich potrzeb:

Powiedzmy kobieta odmawia mężczyźnie seksu w ramach kary za coś, szantażowania go lub innego, nieuzasadnionego powodu. Gdyby mężczyzna nie był w małżeństwie od razu tego samego wieczoru kiedy coś takiego ma miejsce wyszedłby z domu i poszedł do innej, która nie odmawia lub jeżeli to by było jego mieszkanie poprosił, aby go opuściła, bo chce zaprosić do niego taką, która nie odmawia i komunikuje się z nim w sposób bezpośredni, otwarty, z szacunkiem, bez toksycznych „gierek”.

W małżeństwie mężczyzna nie może zrobić praktycznie nic. Najgorszym wariantem jest, wtedy gdy mężczyzna wyjdzie jednak do innej kobiety, a wtedy małżonka oskarży go o rozkład małżeństwa z jego winy, a to już jest tragedia finansowa dla mężczyzny. Jednak gdy kobieta niszczy więź małżeńską – najczęściej żadne konsekwencje na nią nie spadają. Winnym i odpowiedzialnym zawsze ma być mężczyzna.

Zachęcamy mężczyzn do walki o uznanie winy kobiety za rozpad małżeństwa, a nie odpuszczania, jak to dziś robi wielu – dla świętego spokoju.

Ponieważ kobiety walczą, są zmobilizowane, by ukazać mężczyzn przy rozstaniach/rozwodach w złym świetle i dzięki temu, grupowemu zachowaniu mają do dyspozycji nieprzychylne statystyki przeciw mężczyznom. Te statystyki feministki wykorzystują do tego, by nadal demonizować mężczyzn, by żądać ułatwień dla siebie i by widzieć w kobietach wyłącznie ofiary.

Jednak te statystyki nie mówią całej prawdy o prawdziwych zachowaniach małżeńskich. Nie mówią o prawdziwych zachowaniach obu płci w związkach.

Bierność, czy ucieczka od udowadniania winy nie pomaga społeczeństwu, przyszłym pokoleniom, naszym synom.

Kobiety mają absolutną władzę na rynku reprodukcyjnym – nad płodnością

Dawno, dawno temu narzucono role płciowe. Mężczyźni byli od produkcji (pracy), kobiety od reprodukcji (rodzenie). Oczywiście dzisiaj feministki wmawiają tu i ówdzie, że kobiety są i były traktowane jak klacze rozpłodowe, czy inkubatory, ale aby zauważyły, że mężczyźni są i byli traktowanie równie przedmiotowo, materialnie, jako dostarczający zasoby, opiekę, siłę, a nie ludzie godni choćby współczucia, wsparcia czy pomocy w słabościach to absolutnie!

Feministki wpoiły kobietom „mądrość”, że podział ról dyskryminował wyłącznie kobiety. Jak było naprawdę? Kobiety wypełniały swoją rolę biologiczną (cóż, mężczyzna rodzić nie może), plus dostały naprawdę proste zadania do wykonywania, jak oporządzanie domu. Nie trzeba mieć kwalifikacji inżynierskich, by je wykonywać, zatem zdecydowana większość kobiet mogła mieć wysoką samoocenę z tytułu skutecznego wykonywania swojej roli, czy wręcz poczucia bycia kobiecą kobietą. To nie były wysokie wymagania stawiane kobietom, w tym „uciemiężającym” patriarchacie, wręcz przeciwnie. To mężczyźni zawsze mieli wykonywać te trudniejsze zadania, co oczywistym przywilejem nie jest.

Dodatkowo mężczyźni uczyli kobiety swego czasu, by wspierały mężczyzn, co dziś u kobiet jest coraz rzadsze, wszak chcą być skrajnie inne od kobiet kilka pokoleń wstecz. Chcą być niezależne, niestety, do bólu.

Ale konkrety. Co wchodzi w skład władzy reprodukcyjnej kobiet:

  •  „decydowanie o swoim ciele” (coraz bardziej naginane w stronę aborcji na życzenie i prowadzenia wybitnie „kureskiego” stylu życia)
  •  decydowanie o dziecku (aborcja tylko dla kobiet, brak aborcji prawnej dla mężczyzn, brak wpływu mężczyzny na to, czy chce by dziecko się urodziło, brak możliwości przejęcia wychowania dziecka, gdy kobieta zechce aborcji, a także możliwości zrzeczenia się alimentów, jako uwolnienia się od odpowiedzialności – dokładnie takiej samej, jak kobieta dokonująca aborcji ucieka od odpowiedzialności)
  • decydowanie o dziecku przy pomocy oszustwa i przemocy (gwałt, przymuszenie mężczyzny, wmanipulowanie go, zastraszanie, szantaż)

Mężczyznom nie oferuje się jakiejkolwiek formy decydowania o dziecku, są oni zdani na decyzje kobiety. Mężczyzna może jedynie się zabezpieczać podczas seksu, by dziecka nie mieć. To jest jego jedyna „władza”, co i tak nie daje mu pewności bo ciążołapki potrafią sobie wstrzyknąć spermę w każdych warunkach. By mężczyzna został wykorzystanym przez kobietę jako „byk rozpłodowy” wystarczy chwila jego nieuwagi co się dzieje z jego plemnikami, ale jak pisałem w poprzedniej części artykułu – kobiecej przemocy się nie karze, to też lepszych cech wykształcać nie będą. Nie muszą, bo nikt tego nie wymaga. Brak wymagań wobec jednej płci to jej duży przywilej.

Kobieta dziś może wykorzystać mężczyznę do tego, by spłodził dziecko, opłacał je alimentami i wcale ona nie musi być z nim z związku! Tak, że mężczyzno zabezpieczaj się i bądź świadom!

  •  zakaz testów DNA na ojcostwo, lub za zgodą matki
  •  domy pomocy dla matek, które nie są wydolne finansowo, a „symetrycznie” i ironicznie rzecz biorąc więzienia dla ojców niewydolnych finansowo (a kilka razy jeszcze powtórzę, że pieniędzmi dziecku ojca nie zastąpisz, przelewem bankowym go nie wychowasz)

 

Autor: 
zzz
Źródło: 

swiadomosc-zwiazkow.pl

Polub Plportal.pl:

Reklama