LIST: „Radzę unikać wytatuowanych osób. Z nimi naprawdę jest coś nie tak”

Reklama

wt., 06/04/2019 - 04:28 -- zzz

Nigdy nie podobało mi się „ozdabianie” ciała w ten sposób. Nie rozumiałam tych, którzy fascynowali się tym tematem, a tym bardziej, gdy sami decydowali się na tatuaż. Nie dość, że brzydkie, to jeszcze podejrzane. Do niedawna jednak nie miałam z takimi osobami styczności. Widziałam ich wcześniej tylko z daleka. I na pewno nie chciałam bliżej.

 

Ostatnio mam wrażenie, że mnie prześladują. Przez kilka miesięcy poznałam osobiście przynajmniej cztery takie przypadki. Podeszłam do tematu z otwartą głową, ale po prostu się nie dało. Utwierdziłam się jeszcze mocniej w przekonaniu, że z nimi jest coś nie tak. Teraz mam na to ewidentne dowody, a nie tylko przypuszczenia.

Bliska koleżanka, niedoszły chłopak, współpracownica, sąsiad. Wszyscy oznaczeni tuszem i strasznie nieprzewidywalni. Za dużo tych zbiegów okoliczności.
 

 

Najpierw dowiedziałam się, że tatuaż zrobiła sobie moja prawie przyjaciółka. Prawie, bo niby byłyśmy ze sobą szczere, ale zrobienie dziary przede mną ukryła. Dowiedziałam się dopiero po fakcie. Podobno nie chciała mnie denerwować, bo zna mój stosunek do sprawy. Dowiedziałam się, że jestem sztywna, mało rozumiem i oceniam po pozorach. Nagle zaczęła być ze mną szczera.

Pokazała swoją prawdziwą twarz. Ja bym bliskiej osoby w ten sposób nie podsumowała. Jak jej nie pasuje, to kończymy ten cyrk i więcej nie chcę jej widzieć. Zerwałyśmy kontakt z dnia na dzień i z pewnych źródeł wiem, że do dzisiaj mnie oczernia za plecami. Czyli to była dobra decyzja. Na pocieszenie się zakochałam. W bardzo, ale to bardzo nieodpowiednim człowieku.

To żadna tajemnica, że ma tatuaż. Zobaczyłam go dopiero po jakimś czasie. A później zrozumiałam, że nie wziął się znikąd i to jednak nie jest materiał na męża.

Wydawało się, że to ten. Przyjemny dla oczu, wykształcony, zabawny, czuły. Czar prysł, kiedy przypadkiem poznałam jego koleżankę ze studiów. Nie chciała go oczerniać, ale sama próbowałam coś z niej wycisnąć. Okazało się, że koleś musiał zmienić kierunek, kiedy w szale uderzył w twarz jakąś dziewczynę. Na zajęciach. Sprawa była nawet na policji. A kto raz podniesie rękę na kobietę, ten nigdy się nie zmieni.

Tatuaż miał co prawda na udzie, ale oczywiście miał. Przypadek? Kolejna historia to wyklucza. Do firmy przyszła nowa dziewczyna, która miała pracować bezpośrednio ze mną. Podobno sprawdzona, świetne CV i fajna w obyciu. Była taka przez jakiś tydzień. Do czasu, kiedy zaczęła mnie obgadywać za plecami i co najgorsze - próbowała przypisać sobie efekt mojej pracy.

Dziar miała sporo, ale skrzętnie je ukrywała. Nie musiała pokazywać, bo po charakterze bym się domyśliła.

Jest jeszcze sąsiad, o którym mówi całe osiedle. Zawsze się go bałam, bo miał wielki wzór na karku. Potrącił po pijaku kobietę, która zmarła. A w toku śledztwa wyszło, że wcześniej znęcał się nad żoną. Te osoby były w pobliżu mnie i łączą je tatuaże. To oczywiście nie oznacza, że zło wyrządzają tylko osoby z dziarami. Ale ze znanych mi osobiście wszystkie wytatuowane mają coś na sumieniu.

Moim zdaniem to nie jest przypadek. Chęć trwałego oszpecenia swojego ciała musi wynikać z problemów emocjonalnych. Może trudnego dzieciństwa? Masochizm, agresja, sadyzm - od razu mam gęsią skórkę, jak widzę obrazek na skórze. Więc niech nikt mi nie mówi, że to wynika z uprzedzeń i nic nie wiem. Akurat temat poznałam dogłębnie. Naprawdę jest się czego bać.

Nigdy komuś takiemu więcej nie zaufam. To zawsze kończy się źle.

Paulina

Autor: 
Paulina
Źródło: 

papilot.p

Polub Plportal.pl:

Reklama