Żona powinna mężowi-pijakowi dać się skompromitować

Reklama

czw., 03/28/2019 - 07:24 -- zzz

Do żony przychodzi sąsiadka i mówi: twój Waldek leży pod blokiem. Pijany, brudny, zarzygany. Jeśli go zgarnie sama z tego trawnika, pomaga mu w piciu, bo nie pozwala mu ponosić konsekwencji. Osoba uzależniona od alkoholu musi osiągnąć swoje dno – twierdzi dr Bohdan Woronowicz, jeden z najbardziej rozpoznawalnych terapeutów uzależnień w Polsce.

Woronowicz w rozmowie z portalem tvn24.pl tłumaczy, że czekanie, aż ktoś sięgnie dna, jest niebezpieczne, więc trzeba mu to dno podwyższyć – wywołać kryzys, robić wszystko, żeby ta osoba ponosiła jak najwięcej konsekwencji swoich zachowań. W jaki sposób?

Kochająca żona nie powinna pomagać mężowi-pijakowi

Terapeuta podaje przykłady: jeśli mąż leży pijany, a dzwoni szef, zwykle żona nie daje go do telefonu – a powinna, by dać mu się skompromitować. „Nie mówić, że jest chory, zmęczony, że go nie ma. On musi ponieść konsekwencje” – czytamy.

Woronowicz przyznaje, że to trudne, ale tego w tym przypadku wymaga tzw. twarda (i mądra) miłość. „Jeśli się martwi, może anonimowo zadzwonić na pogotowie czy na policję (…), zabiorą go na dołek albo na izbę wytrzeźwień, to może coś do niego dotrze” – radzi w rozmowie.

Jeszcze inne przykłady Woronowicz przytacza w rozmowie z z serwisem zdrowie.pap.pl:

– Żona alkoholika dzwoni do lekarza i mówi: mój Kazio się przeziębił i nie może iść do pracy, może pan doktor da parę dni zwolnienia. A Kazio wtedy leży skacowany lub dalej pije. Żona pomaga też mężowi w piciu kiedy spłaca jego długi, albo gdy ten przyjdzie do domu sponiewierany, a ona wykąpie go i położy do łóżka. Facet się rano budzi i myśli sobie, ale mam fajnie. Co było wczoraj, to nie pamięta, bo miał „urwany film”. To naprawdę nie pomaga – mówi Woronowicz.

Specjalista, który leczył m.in. Borysa Szyca, opowiada, że najtrudniejsi pacjenci to osoby dobrze sytuowane, na wysokich stanowiskach, które są uzależnione. Wyjaśnia, że nazywa się ich fachowo wysokofunkcjonującymi alkoholikami, a w polskich realiach to najczęściej lekarze, prawnicy, aktorzy, księża, dziennikarze, prezesi korporacji.

„Pracownicy korporacji, białe kołnierzyki – łączą alkohol i kokainę. Oni najczęściej mówią, że piją dla rozluźnienia. Wieczorem w domu, żeby się odstresować po ciężkim dniu. A potem rano ćpają, żeby móc iść do pracy i wytrzymać tempo, jakie im narzuca firma” – czytamy w rozmowie z tvn24.pl.

Dodaje, że tego typu pacjenci najrzadziej potrafią przyznać się do błędu, a „dzięki pieniądzom, tak zwanym życzliwym kolegom, sprawnym asystentkom i kochającym rodzinom nie ponoszą żadnych widocznych konsekwencji swojego picia”.

– Jeśli sam uzależniony nie stanie pod ścianą, nie zechce się leczyć, to nic z tego nie będzie – konstatuje.

Pijemy więcej niż w PRL-u

Najnowsze dane PARPA (Polskiej Agencji Rozwiązywania Problemów Alkoholowych) pokazują, że statystyczny Polak (czyli nawet noworodki) wypija rocznie niemal 9,5 litra czystego alkoholu. Jeszcze w 1993 roku było to „tylko” 6,5 litra czystego alkoholu. Obecnie pijemy więcej niż podczas PRL-u, w roku 1980 było to 8,5 litra czystego alkoholu na głowę.

W przeliczeniu na wódkę wychodzi około 60 półlitrówek, czyli „flaszka” na tydzień, a na piwo – prawie 10 butelek na tydzień. Pijemy rzecz jasna wszystkiego po trochu. W latach 80 aż 70 proc. stanowiła wódka, dziś prawie tyle samo pijemy piwa. Każdy z nas, także wspomniany noworodek, w 2018 r. wydał na piwo, wódkę bądź whisky 790 złotych, co w skali miesiąca daje 66 złotych.

„W Polsce alkohol jest wszędzie. Stacje benzynowe, budy 24 h, sklepy spożywcze, reklamy telewizyjne. Jeden punkt sprzedaży przypada na 275 mieszkańców. To oznacza, że w zasadzie każdy blok mieszkalny ma swoją budę z alkoholem albo knajpę” – mówi z kolei w rozmowie z gazeta.pl Krzysztof Brzózka, prezes PARPA.

Dodaje, że „biznes alkoholowy wydał mnóstwo pieniędzy, żebyśmy obecność flaszki wódki na każdej stacji benzynowej traktowali niemal jak element praw człowieka”. „Polacy na puncie dostępności wódki maja podobnego fioła jak Amerykanie na punkcie dostępności broni” – zauważa szef PARPA.

Pijący 45-latek może mieć pamieć tak słabą, jak 90-letni dziadek

Jak przypomina Woronowicz w serwisie zdrowie.pap.pl, systematyczne używanie alkoholu musi się odbijać na pracy mózgu, ponieważ alkohol niszczy część komórek nerwowych.

– Spada w ślad za tym sprawność poznawcza, zdarzają się zespoły amnestyczne u stosunkowo młodych osób. Na przykład mężczyzna 45-letni może mieć pamięć tak słabą, jak 90-letni dziadek i w efekcie nie pamięta zbyt dobrze, co jadł rano na śniadanie. Druga istotna sprawa to osłabienie i zaburzenie pracy wątroby, jednego z bardzo ważnych organów w naszym organizmie. Światowa Organizacja Zdrowia wskazała w sumie ponad 200 chorób i urazów, które mają związek z używaniem alkoholu. Szacuje też, że alkohol był w 2016 roku przyczyną co 20 zgonu na świecie – wylicza.

Woronowicz dodaje, że na większość osób spożyty w dawce jednorazowej alkohol działa stymulująco, euforycznie, ale gdy ktoś pije przez dłuższy czas, regularnie, nawet w niedużych dawkach, to wtedy działa na ludzi depresyjnie. W efekcie, każdy alkoholik cierpi na mniejszą lub większą depresję.

Autor: 
zzz
Źródło: 

tvn24.pl, gazeta.pl, zdrowie.pap.pl/sprawnypo40.pl

Polub Plportal.pl:

Reklama