Kiedy partner nie popiera planów na przyszłość

Reklama

pon., 06/07/2021 - 09:10 -- MagdalenaL

Od dzieciństwa Jej marzeniem było pisanie. Ale co, kiedy partner nie wspiera? Kolumna relacji „Ja. Ty. On. Ty. To." 

Muzyka była zawsze włączona. Kiedy spotkaliśmy się w klubie, kiedy wysłał mi swojego fanpage'a na Facebooku, kiedy pierwszy utwór został nazwany moim imieniem. Dla mnie bycie z muzykiem oznaczało: bycie kobietą, która podczas jego występów do samego rana stała z boku sceny. Byłam „jego dziewczyną”, nigdy nie sobą. Wciąż krzyczałam na jego sprzęt muzyczny, żeby mój głos był słyszalny. Chodziło o jego mixtape, jego pierwszą płytę, jego marzenie. A gdzie było moje marzenie?

Naprawdę nie odważyłam się jeszcze tego powiedzieć. Moja pasja do pisania zrodziła się w dzieciństwie, ale na lata pozostała ukrytą miłością. Trochę się wstydziłam uczucia, które mnie w międzyczasie ogarnęło: wolności. Ale tkwiąca we mnie mała dziewczynka, która przez lata siedziała w tylnym rzędzie klasy i pisała, nie chciała milczeć.

Powiedziałam od niechcenia o tym, co uważałam za głupie marzenie, podczas gdy on sam przygotowywał sobie stek w kuchni. „Dziennikarstwo, tego właśnie chce wielu ludzi”, powiedział, nie podnosząc wzroku znad patelni. „Nie jesteś odpowiednią osobą do tego.” Opowiedział o swojej siostrze, która studiowała dziennikarstwo w Ameryce, która włożyła dużo wysiłku, a jednak nie podołała. – Masz rację – powiedziałem z uśmiechem. „Ale co, jeśli różnię się od jego siostry?” Krzyknęła we mnie mała dziewczynka, uparta i bezczelna. Próbowałam zignorować jej głos, po prostu słuchać tego, co on zrobił.

"To tylko staż, uspokój się"

Pewnego południa obudziłam się obok niego i znalazłam w skrzynce mailowej wiadomość: potwierdzenie odbycia stażu w dużej gazecie codziennej. Zgłosiłam się, nie mówiąc mu o tym i czułam, jakbym go zdradzała. Mimo to zapowiedziałam, że dam z siebie wszystko. „To tylko staż, uspokój się” – odpowiedział. „Po dwóch miesiącach tam już nigdy nie zobaczysz tych ludzi.” Nie zrozumiał. Nie powiedziałam mu, że zanim pomyślałam o stażu, planowałam zostać niezależną pisarką dla codziennej gazety. Potajemnie zaczęłam marzyć. Bez niego.

Im bardziej deptał moje marzenie i mnie razem z nim, tym silniejsze stawało się moje pragnienie. W papeterii kupiłam książeczkę z czystymi białymi stronami i zupełnie nowy czarny długopis z nabojem atramentowym: przybory do mojego pierwszego komiksu. Chodziło o młodego czarodzieja z długopisem jako czarodziejską różdżką, o dziewczynę, która potrafi dotykać ludzi nie zbliżając się do nich fizycznie, która potrafi ożywiać słowa i która uczy się w szkole od wielkich magów z równie dużymi magicznymi kapeluszami - to wszystko o mnie. Pisałam i rysowałam przez wiele godzin, zanim wcisnęłam gotową książkę do jego skrzynki pocztowej. Chciałam, żeby zrozumiał. Że nauczy się kochać moje marzenie, tak jak ja kochałam jego z muzyką. Tydzień później wysłał mi SMS-a, że ​​to najlepszy prezent, jaki ktokolwiek kiedykolwiek mu dał. Ale nie byłam pewna, czy rozumiał historię kryjącą się w książce.

Stanął mi na drodze

Po półtora roku nasza wspólna historia się skończyła. Po naszym rozstaniu w moim mieszkaniu grała muzyka, głośna i z takim basem, że obawiałam się o słuch. Zignorowałam jego wiadomości i telefony. Nic nie mogło złagodzić bólu poza pisaniem. Im więcej czasu mijało, tym bardziej zdawałam sobie sprawę: stanął mi na drodze. Sprawiło, że zawstydziłam się mojego marzenia; bycie głupim dzieckiem. Napisał do mnie, również zeszłej jesieni, dwa lata po naszym rozstaniu. Będzie za mną tęsknił, nie mógł przestać o mnie myśleć. Ale milczałam. Nie byłam już „jego dziewczyną”. Dowiedziałam się, że w zależności od nadawcy, określenie nierealistycznego dziecka może nie być zniewagą, ale komplementem. I nauczyłam się, że czysty zdrowy rozsądek i powściągliwość często nic nie robią – poza tym, że stoją na drodze do wielkiego szczęścia.

 

Autor: 
Johanna Christner / tłumaczyła: Monika Wilk
Polub Plportal.pl:

Reklama