POPISY ZBOCZONEGO WUJKA. NIECH PROGRAM WOJEWÓDZKIEGO JUŻ ZNIKNIE Z TELEWIZJI!

Reklama

czw., 09/14/2017 - 14:59 -- zzz

Po drugim odcinku nowego sezonu programu „Kuba Wojewódzki” ze smutkiem przyznaję, że jego czas już chyba się skończył. A mądrość mojego byłego idola zaczyna być dla mnie podejrzana jak IQ Dody.

 

Gwiazda TVN-u przypomina starego i przaśnego wujka, który dawno nie miał kobiety, ewentualnie małego chłopca, który dorwał „Playboya” i przez cały dzień mu się wszystko z seksem kojarzy, a jak nikt nie słyszy, to mówi: „cipka, cipka, cipka” i czuje się wtedy władcą tejże. Niestety, o ile nad zboczonym wujkiem w końcu zlituje się ciocia, a mały chłopiec dorośnie, o tyle Wojewódzkiemu chyba się już nie poprawi.

 

Gośćmi drugiego odcinka obecnego sezonu talk-show TVN-u była piosenkarka Natalia Szroeder i lekkoatleta, Adam Kszczot. Tak naprawdę jednak zupełnie nie ma znaczenia, kto zasiada na słynnej kanapie, bo i tak program zawsze wygląda tak samo.

Cycki, geje i dziewice

Najpierw jest pojazd po Polakach, bo kupują w Biedronce, noszą skarpetki do sandałów, są smutni, biedni, zawistni i brzydcy. Potem jest czas na pozdrowienia dla rodzinnej miejscowości bohatera programu, która im mniejsza, tym częściej pada żart o tym, że pozdrowienia idą do księdza. Wszak pewnie cała wieś na plebanii ogląda. Potem jest coś o cyckach, potem znów o cyckach, bo wchodzi wodzianka, a po niej następuje puszczanie oczka, bo pewnie wodzianka to wódzianka (hehe) i właśnie przyniosła procenty (hehe).

Jeśli gościem jest kawaler, to padają oskarżenia o pedalstwo, jeśli mąż, to czas na kondolencje, bo wiadomo, że żony to ruchać nie warto. A jak już przy ruchaniu jesteśmy i, dla odmiany, gościem jest kobieta, to wiadomo, że gospodarz da jej do zrozumienia, że brałby. I spróbuje się z nią umówić. A jak ona chce coś więcej powiedzieć ponad to, że jej się tu podoba, chociaż kanapa niewygodna, to on robi dzióbek i mówi: „Jezu, jakbym cię schrupał”. A jak jest bardzo młoda i urocza, to wiadomo, że zawsze poruszona zostanie kwestia jej ewentualnego dziewictwa.

 

 

 

W międzyczasie są jeszcze cycki, szesnaście pozdrowień dla młodej dziewczyny Kuby, tyle samo zapewnień, że prowadzący program nadal jeździ Ferrari, ale doszło też Lamborghini. Potem znów pojazd po Polakach, bo głosują na PiS, są biedni i zazdroszczą Wojewódzkiemu auta, bo, nie wiem czy już było, ale on ma ich dużo i porządne. Następny punkt programu to pojazd po gejach i zapewnienie, ale takie z przymrużeniem oka, że Kuba gejem nie jest, ale Nergala z łóżka by nie wyrzucił. Potem znów są cycki i jakiś przaśny żart o nich, z którego to najgłośniej śmieje się prowadzący. No i wtedy mniej więcej program się kończy.

Na kanapie u króla TVN-u

Oddać jednak gospodarzowi talk-show trzeba to, że jakieś tam pytania zawsze ma przygotowane, najczęściej jedno i takie trochę durnowate, ale on twierdzi, że prowokacyjne. Jak gościem była blogerka modowa, to pytał ją o to, na czym zarabia i dlaczego tak dużo dostaje za selfiaczki. A jak ona próbowała powiedzieć, że to nie jest do końca tak, że ona tylko się przebiera i robi zdjęcia, to leciał suchar, pojazd, suchar, cycki, próba umówienia się z nią, pojazd, suchar, a potem wszedł kolejny gość. Scenariusz spotkania z nim już znacie.


Dobór gości nie ma znaczenia – król jest jeden (fot. screen/TVN)

I nie ma znaczenia, czy Kuba rozmawia z kimś świetnym, wybitnym i znanym czy z kimś, kogo widzimy pierwszy raz na oczy, bo dopiero raczkuje w show-biznesie. Tego ostatniego wbija w podłogę i grilluje bardziej, co jest słabe, bo często na kanapie u samozwańczego króla TVN-u siadają ludzie, którzy nie mają obycia, a Kuba od 30 lat pracuje z kamerą, więc to trochę tak jakby Amerykanin szydził z akcentu Francuza, który od roku uczy się angielskiego.

Tak czy inaczej dobór gości nie ma znaczenia, wraz z tymi, którzy uchodzą za leszczy, poziom programu może trochę spada, ale od jakiegoś czasu jest ustawiony tak nisko, że właściwie wszystko jedno, czy na kanapie siedzi laska znana z tego, że mignęła w teledysku zespołu disco-polo czy Cezary Żak.

 

Mesjasz czy pajac?

Moje uczucia do Kuby Wojewódzkiego są osadzone między Smutno mi Boże, a wielkim facepalmem, a właściwie mieszanką tychże. Smutno mi, bo należę do tych, którzy kiedyś Wojewódzkiego lubili, a nawet coś więcej. Nie przesadzę, jak powiem, że fantazjowałam o tym, że kiedyś mi powie, że mnie kocha, to znaczy nie tyle mnie, co moje błyskotliwe teksty i że będę jak to brzydkie dziecko z olimpiady w Chinach – schowana za kulisami, ale szepcząca mu do ucha najlepsze riposty świata.

Z wiekiem albo czar prysł, albo ja lekko zmądrzałam, albo – wszystkiego po trochę, a do tego Wojewódzki stał się starym wujkiem z wesela. I to takim wujkiem, obok którego nikt nie chce usiąść, bo nie dość, że zajrzy ci w cycki, klepnie w tyłek, nazwie dorodną, to jeszcze po wszystkim, co powie, będzie się śmiał tak bardzo, że zobaczysz nie raz jego migdałki.


Najbardziej śmieszą własne żarty (fot. screen/TVN)

O ile jednak taki wujek nie ma się za zbawcę narodu, tylko jak maca, to po to, żeby pomacać, o tyle Kuba czasami zgrywa Mesjasza, a przynajmniej człowieka z misją. Takiego, który leczy z kołtuństwa, uczy dystansu do siebie, funduje nam terapię szokową, obnażając najgorsze cechy drzemiące w nas, daje nam po ryju i budzi z letargu. Tymczasem serwuje nam talk-show, który jest cienki jak rosół z kostki, który nie wnosi kompletnie nic i męczy, a poziomem żartów nie odstaje od miernych kabaretów. I tłumaczenie tego tym, że to satyra, a ci, co nie wiedzą, to się nie znają, jest straszliwie naciągane.

Satyra i prowokacja? No niekoniecznie

Wojewódzki twierdzi, że wciela się w rolę typowego Polaka czy Sebiksa, by go obśmiać, by do niego dotrzeć, by pokazać mu, co źle robi. Tak tłumaczy mniej więcej swoje pajacowanie, tylko, że ja jestem pewna, że jak taki Sebiks spojrzy na Kubę i zobaczy, że można być ordynarnym typem, do tego mieć powodzenie i dziewczynę modelkę, to raczej rewolucji nie będzie. Cała reszta chciałaby obejrzeć dobry program, a dostaje prowadzącego, który nawet wizytę Macieja Stuhra potrafi spierniczyć

 

Poza wszystkim, satyra to nie jest powtarzanie w nieskończoność tych samych żartów z dupą i cyckami w rolach głównych. A jeśli taką serwujesz ludziom, jeśli w twoich prymitywnie obraźliwych tekstach nie ma kontrapunktu żadnego, to na Boga, nie udawaj, że on tam gdzieś jest i tylko głupiec tego nie widzi. To tak jakby powiedzieć, że „Ciacho” to nie miała być zabawna komedia, a próba pokazania w jakiej kondycji znajduje się nasze społeczeństwo. Tym sposobem można usprawiedliwić alkoholika, bo on nie jest alkoholikiem, tylko obśmiewa polską tradycję picia, a ten, co leje dzieci, to dlatego, żeby coś wskórać w sprawie kar za przemoc w rodzinie.

Prowokacja jest spoko, ale jakoś mi trudno uwierzyć, że to co robi Wojewódzki to prowokacja, bo brakuje mi w tym co robi pointy. Gryzie mnie też to, że gospodarz talk-show przez kilka lat nabijał się z gwiazd występujących w reklamach, potem był pojazd z selfie, a teraz sam robi dzióbki i reklamuje oranżadę. Jeśli to znów jest prowokacja, to ja jej nie kumam.

Mądrość mojego byłego idola zaczyna być dla mnie równie podejrzana jak IQ Dody i trochę mi smutno, że nie ma w Polsce dobrego talk-show, które wierzę, że Wojewódzki byłby w stanie poprowadzić. Ale nie pajacując w tak strasznie żenującym stylu, jak robi to od kilku sezonów swojego programu. I gdyby nie był tak strasznie pewny, że wszyscy są głupi, a on nie, bo to założenie zawsze gubi. Nawet najlepszych.

 

Autor: 
OLGA SIEMONIAK
Źródło: 

igimag

video: 
Polub Plportal.pl:

Reklama