Jak Timothée Chalamet przestał się lansować

Reklama

pon., 05/30/2022 - 21:18 -- MagdalenaL

​Na czerwonym dywanie staje się ikoną. A poza nim – bohaterem.

Nie jest tajemnicą, że Timothée Chalamet to jedna z najbardziej obeznanych z modą młodych gwiazd Hollywoodu. Nawet gdyby nie pojawił się na tegorocznych Oscarach z gołą klatą, to bardzo prawdopodobne, że jego kreacja nadal cieszyłaby się największym zainteresowaniem mediów przed samym wydarzeniem. Jednak zaskoczył wszystkich, pojawiając się w krótkiej cekinowej marynarce autorstwa Nicolasa Ghesquière’a, projektanta odzieży damskiej dla Louis Vuitton, który stylizował pokolenia znanych „cool” dziewczyn z całego świata. Było to niczym kulminacja drogi Chalameta do jego obecnej pozycji jednego z najbardziej oddanych entuzjastów mody naszych czasów. Drogi, która zaprowadziła go do niezapomnianych projektów z takimi osobami, jak Stella McCartney, Sterling Ruby, Sarah Burton z domu mody Alexandra McQueena oraz nieżyjący już Virgil Abloh. Chalamet nie tylko nosi kultowe kreacje, ale też ciągle pogłębia relacje z najwybitniejszymi umysłami świata mody oraz swoje uznanie dla nich.

Dlatego tym bardziej to, w czym pojawia się z dala od blasku fleszy, jest tak ciekawe.

 

Na tegorocznej edycji Coachelli – o której mówi się, ze względu na związany z nią szał outfitów, że wykształciła własny „festiwalowy styl” – Chalamet wyglądał tak zwyczajnie, jak to tylko możliwe. Jednego dnia pojawił się w czarnych glanach, joggersach od Prady, białej koszulce na długi rękaw od Supreme oraz wyblakłej od słońca czapce Chelsea. Jedynym co mogło wskazywać na to, że jest celebrytą, a nie, na przykład, asystentem najmniej znanego z siedmiu członków Brockhampton, były jego okulary i pierścienie od Cartiera (od zeszłego roku jest „przyjacielem” domu mody). Z kolei strój, w którym pojawił się na prawdziwym święcie influencerów, festiwalu Revolve, tylko trochę bardziej rzucał się w oczy, za to był nieco mniej schludny: do tej samej czapki i okularów, Chalamet ubrał koszulkę Encore Records, spodenki z motywem płomieni i białe Conversy. Strój dobry dla kandydata do bractwa studenckiego, ale dość śmieszny dla kogoś takiego jak Timmy Chalamet, biorąc pod uwagę ryzyko skojarzenia z wyśmiewaną już od lat płomienistą koszulą Guya Fieriego.

W innych okolicznościach Chalamet wygląda raczej jak student prestiżowej uczelni szukający czegoś, by zajeść porannego kaca. Zazwyczaj ma na sobie wąskie dresy i buty, które ja nazywam dziwnymi sneakersami – czyli nieco gorszymi niż klasyczne modele, takie jak te od Tretorna. Lubi też nosić obszerne bluzy z kapturem i często widziany jest w lekkich nylonowych kurtkach, wiatrówkach czy polarach. Jego kolekcja T-shirtów z nadrukami dorównuje większości licealistów z Nowego Jorku. Żeby było jasne: nie ma nic złego w outfitach Chalameta. Normalne ubrania są super, o czym większość z nas przypomniała sobie podczas pandemii. Nie można powiedzieć, żeby Chalamet ubierał się przeciętnie albo żeby się nie starał – raczej, że jego styl jest dość przypadkowy. Nie ma już w nim typowego lansowania się. Nazwijmy to jego epoką „post-lansu”.

Większość młodych, atrakcyjnych celebrytów podąża za wszystkimi modowymi trendami, gdy tylko paparazzi zaczynają śledzić ich na każdym kroku. Kiedy Jacob Elordi zabłysnął w Euphorii, jego garderoba typowego australijskiego surfera z dnia na dzień uzupełniła się o dodatki z Celine. Ashton Sanders, być może jedyny z młodych aktorów zafascynowanych modą bardziej niż Chalamet, posiada jeden z najbardziej odjechanych i oryginalnych stylów w Hollywood i nie tylko.

Nie można powiedzieć, że Chalamet nie wie, co robi. Pamiętajmy, że ten człowiek, gdy tylko otworzyły się dla niego drzwi do wszystkich luksusowych domów mody na świecie, związał się z niedocenionym romantykiem mody męskiej Haiderem Ackermannem (który nadal nazywa Timmy'ego swoim „młodszym bratem”). Ten sam człowiek zaprzyjaźnił się ze zmarłym już Virgilem Ablohem i nosił najodważniejsze z jego wczesnych projektów dla Louis Vuitton, w momencie, gdy oni sami nie byli pewni, co zrobić z jego pierwszą zrobioną dla nich kolekcją. W końcu ten człowiek zrobił to sam, bez stylisty. Chalamet udowodnił, że ma wyczucie, jeśli chodzi o komunikację wizualną. Co więc sądzić o jego „post-lansie”?

Może to, co widzimy, to jego gorsze dni, kiedy próbuje być incognito. Gdybym sam nie mógł wyskoczyć na kawę bez wywołania zamieszania, może też ubrałbym dres Adidasa, puchową kurtkę Eddiego Bauera, ulubioną bluzę i czapkę z daszkiem (zsuniętą nisko na oczy). Wielu celebrytów wychodzi z domu w przebraniu.

Zapytałem o zdanie jednego z czołowych speców od stylu Chalameta, Haroona Ayuba. Jest to człowiek, który swojego czasu zebrał w jeden wątek na Twitterze wszystkie okazje, gdy Timothée miał na sobie ubrania Stelli McCartney. Jego zdaniem podczas Coachelli Chalamet postawił na wygodę.

– Nawet kiedy wie, że prawdopodobnie zostanie zauważony (tak jak na Coachelli), wybiera raczej nieformalne outfity, skoncentrowane na praktyczności – twierdzi Ayub, wskazując na „uderzające” zestawienie spodenek z motywem płomieni i biżuterią od Cartiera. Uważa jednak, że w stylu Chalameta jest wiele aspektów godnych podziwu, takich jak „poczucie ekscentryczności” czy pewna chłopięcość –  rzeczy, które rzadko widać u innych celebrytów.

Może faktycznie jest coś w tym, dlaczego nie ubiera się on jak większość gwiazd. Być może zmęczyło go to, że każda jego większa kreacja wywołuje w Internecie takie poruszenie. Jeszcze nigdy to, jak ubierają się znani ludzie – szczególnie mężczyźni – nie było tak komentowane, jak teraz. Możliwe, że Chalamet znalazł poczucie wolności w ubieraniu się tak zwyczajnie, jak to możliwe. W jego „antystylu” jest coś inspirującego. W czasach, kiedy nie trzeba nawet być znanym, żeby mieć wrażenie, że ludzie nas ciągle obserwują, wizja tego, że można się zwyczajnie nie przejmować swoim ubiorem, jest dziwnie pociągająca. Trzeba przyznać, że rozbrajający był moment, kiedy Chalamet pojawił się na Met Gali w 2021 roku w spodniach dresowych i białych Conversach w komplecie z kremową marynarką Haidera Ackermanna. Timothée mówi, że w ten sposób chciał złożyć hołd Chuckowi Taylorowi, po którym nazwany został ten model jego butów. Było w tym stroju coś jeszcze – niczym cofnięcie się do autentyczności lat 90., kiedy to celebryci stawiali na wygodę i luz.

Wiele innych gwiazd przed Chalametem darowało sobie lansowanie się. Na każdego Jonę Hilla, ze swoim wyjątkowym i pięknym poczuciem osobistego stylu, przypada Leonardo DiCaprio, którego szafa wydaje się składać wyłącznie z kilku par luźnych spodenek, koszulek z nadrukiem i masy czapek z daszkiem. Ten czuje się w swoim „post-lansie” jak król w koronie. Na ten moment bardziej prawdopodobne jest, że Chalamet, który pojawił się w Nie patrz w górę u boku obydwu aktorów, pójdzie w ślady Leonardo i jego swobody.

A może rozwiązanie jest prostsze? Być może Chalamet zorientował się, że jego momenty na czerwonym dywanie są tym skuteczniejsze, gdy są... no właśnie: momentami.

Autor: 
Autor: Samuel Hine / Tłumaczenie: Adam Chojnacki
Polub Plportal.pl:

Reklama