Aleksander Domogarow: Kiedy pytają o miłość, myślę o Mowglim

Reklama

śr., 03/20/2019 - 22:09 -- koscielniakk

Znany sowiecki i rosyjski aktor – Aleksander Domogarow – obecnie przygotowuje się do jednej z głównych ról w spektaklu Andrieja Konczałowskiego na podstawie filmu Ingmara Bergmana „Sceny z życia małżeńskiego”. Premiera – 14 marca na głównej scenie Moskiewskiego Akademickiego Teatru Artystycznego im. M. Gorkiego.

Aktor zaprasza czytelników „Wieczornej Moskwy” na spektakl.

 

  • Wydaje mi się, że jest to interesujący spektakl, także i dla mnie. Pracuję tam z przyjemnością.

 

  • Wydarzenia spektaklu „sceny z życia małżeńskiego” mają miejsce na początku lat 90. Władimir Maszkow [znany rosyjski aktor – przyp. tłumacza] nazywa ten etap „najstraszniejszym doświadczeniem w swoim życiu”. Co pan myśli o początku lat 90?

     

  • W tym czasie mieszkałem i pracowałem w Polsce. W Rosji prawie nie przebywałem. Po zrobieniu zdjęć do „Ogniem i mieczem” dostałem propozycję pracy w teatrze krakowskim, gdzie grałem klasykę w języku polskim. Dla mnie to było dużym doświadczeniem – od strony profesjonalnej i ludzkiej. Oczywiście wiedziałem co się dzieje w moim kraju, ale nie doświadczyłem tego osobiście, choć miałem okazję ukazać te lata na taśmie filmowej.

     

  • Bandycki Petersburg”, serial o początku lat 90, po prawdzie uważa się za jeden z najpopularniejszych. Lubi go pan?

 

  • Bardzo. Grałem tak dziennikarza Obnorskiego, który był bohaterem tamtych czasów. Andriej Konczałowski włożył w tę postać dużo siebie. Dla mnie to była duża odpowiedzialność zagrać żywego człowieka.

 

  • Andriej Konczałowski często mówi o tym, że „lubi z panem pracować”. Zapewne i pan lubi, skoro już tyle razy nawiązywaliście współpracę? Dlaczego, za co?

  • Za możliwość uczenia się. Za każdym razem mówię Andriejowi Siergiejewiczowi: „Nie umiem, nie wiem jak zagrać, niech mnie pan nauczy”. On za każdym razem mi odpowiada: „To ja u ciebie znam, więc, mój drogi, nie wsiadaj na swojego konika, daj mi to i to, a nie to co już widziałem”.

 

  • W Państwowym Teatrze Akademickim im. Mossowieta gra pan w trylogii Andrieja Konczałowskiego: „Wujaszek Wania”, „Trzy siostry” i „Wiśniowy sad” Czechowa. Wśród nich tylko Wierszynin z dramatu „Trzy siostry” jest dowódcą wojskowym. Ciekawie byłoby poznać Pańskie zdanie o tej osobie.

     

    - W spektaklu Andrieja Konczałowskiego „Trzy siostry” wykonawcy ról opowiadają na deskach teatru jak się oni odnoszą do swoich bohaterów. Pragnę zaznaczyć, że urok dzieł Antona Pawłowicza w tym, że w jego twórczości do samego końca nie ma jasnych odpowiedzi i każdy raz można odkryć coś nowego. W jednym spektaklu mi się wydaje, że znalazłem klucz do roli, do rozumienia Wierszynina, a w drugim klucz nie działa. W Wyższej Szkole Teatralnej im. M. Szczepkina mówili: „Nie starajcie się nic powtórzyć”. Tak więc moja szczera odpowiedź o stosunku do Wierszynina (którą można usłyszeć w teatrze) - „nie wiem”. To, że jest bojaźliwy w stosunku do kobiet nie ulega wątpliwości.

 

  • Co się zdarza u większości z nas, wiecznie zakochanych i szukających miłości?

 

  • Zakochujemy się, przeżywamy jakiś fragment życia razem, a później, jeśli jesteśmy przyjaciółmi, podkreślam – przyjaciółmi, to miłość zmienia się w więzy rodzinne. Kiedy pytają mnie o miłość, ja wspominam zdumienie bohatera opowiadań Kiplinga – Mowgliego.

 

  • Ma pan niezrealizowane marzenia?

 

  • Tak, jeszcze marzę. Przy tym rozumiem, że podążając na marzeniem ucieka nam życie. Czekamy na spełnienie swojego marzenia i przez to wiele opuszczamy. Budujemy zamki na lodzie, coś wymyślamy, a w rezultacie zamki runą, a my nie mamy nic.

  • Pytanie podchwytliwe – pamięta pan, kiedy po raz pierwszy się zakochał?

 

W przedszkolu. Pamiętam dziewczynkę i jej imię. Każdy miał swoją miłość tam, także i ja.

Autor: 
A. Bruździńska
Źródło: 

vm.ru

Polub Plportal.pl:

Dodaj komentarz

CAPTCHA
Przepisz kod z obrazka.
4 + 0 =
Rozwiąż proszę powyższe zadanie matematyczne i wprowadź wynik.

Reklama