Chcesz wiedzieć jak się kończy małżeństwo?

Reklama

ndz., 01/12/2020 - 11:58 -- zzz

Opcje:

– powiedzieć, że nic się nie stało i reprezentować postawę „cool” a potem w sądzie dzielić na pół wyciskacz do cytryn

– opaść bez sił na kanapę opłakując swoje 34 letnie życie licząc , że ktoś do Ciebie zadzwoni i pocieszy

– opaść bez sił na kanapę, wychlać 1/2 Jacka Danielsa i płakać w przerwach zerkając na telefon czy ktoś przypadkiem nie zadzwoni zapytać jak zdrowie.

Ja wybrałam opcję trzecią. 

Nie ma się co oszukiwać. Nie nadaję się do małżeństwa, mimo, że Małż to chodzący wzór cnót i uroku. Wszyscy mówią ‘para jak z żurnala’. Ona niezła dupa, a On Książę z Bajki. 

Ale różne bywają bajki. My jesteśmy bajką braci Grimm. Małżeństwo (niedoskonale z zasady) umiera cicho w otoczeniu braterskiej miłości i uzależnienia. Na początku masz wszystko – potem coraz mniej. Z każdym rokiem starasz się sobie wmówić, że tak musi być i że nie można mieć wszystkiego. 

Na początku umierają namiętne pocałunki, dreszcz przed seksem, potem czułość zajmuje pytanie o obecność piersi kurczaka w lodówce. Wszystko sprowadza się do czyszczenia chałupy, żarcia i srania. 

 

Konie przy żłobie – dzień dnia żrące z tego samego koryta. Jak są dzieciaki – jest pewnie prościej. Można sobie wytłumaczyć trwanie w związku ich dobrem i oszczędzeniem ich przyszłych pensji na wizytach u psycho. Jak nie ma małych gnomów – jest ciężej. Jest wybór – zostać w ciepłym zacapie, czy iść do przodu, ryzykując przyszłość tkaniem na szydełku w obecności bandy kotów.

Jestem totalnie rozpieprzona – to jest pewne… I bardziej niż kiedykolwiek myślę, że życie to dziwka.

Jest chujowo. Po prostu.

M. (listy do Czarnego na pokolenieikea.com)

Dlaczego nie wychodzi?

Długo się zastanawiałem czy pisać o tym liście, czy nie. Bo ile można tłumaczyć to samo?

Głową też można walić w sicianę, ale jak ktoś nie rozumie, że lepiej młotkiem to ja już mu nic na to nie poradzę.

Bo odpowiedź jest prosta. Ale się nie spodoba. 

Oczekujecie, że będą cały czas fajerwerki? Nie. Nie będą. W większości przypadków tylko w nocy z 31 grudnia na 1 stycznia i to jeśli ktoś strzeli. Że dreszcze emocji jak on z ciebie zdejmie kieckę? Po 10 latach prędzej dreszcze jak będziesz miała grypę. 

Że u ciebie i Zdziśka jest inaczej? No to gratulacje. 

Małżeństwo przez wieki było po to, aby pojawiły się dzieci. I aby zapewnić tym dzieciom utrzymanie. Związek/małżeństwo miało na celu głównie interesy. Małżeństwa się ustawiało. Potem małżeństwo zostało przekształcone w związek z miłości, a później miała być nie tylko miłość, ale i epicki seks. Nie dla prokreacji, ale dla rozrywki i budowania bliskości.

Tylko, że teraz ludzie nie wiedzą, co to jest ta miłość. Słowo ‘kocham’ jest odmieniane przez wszystkie przypadki. Kocham cię, bo zobaczyłem kawałek twojej gołej dupy na Instagramie. Kocham karkówkę. Kocham mamę. Kocham swojego psa. Mężczyźni bardzo często obiecują „miłość”, aby dostać seks. Kobiety bardzo często oferują seks, aby dostać to, co według nich jest miłością.

Każdy następny związek jest jak burger w McDonald’s. Czekasz w kolejce, płacisz kartą i dostajesz słodzoną bułę, którą musisz popić colą, aby nie mieć mdłości.

Kiedyś usłyszałem: „Miłość to spacer, małżeństwo to marsz”. W upale. Z plecakiem. Pod górę. Ze skurczonymi jajami. 

Ludzie coraz częściej wchodzą w relacje, karmiąc się złudzeniami na swój temat. Jedna i druga strona udaje kogoś, kim nie jest, aby tylko wypaść lepiej w oczach tej drugiej osoby. Kobieta i mężczyzna nie są ze sobą, ale ze swoimi wyobrażeniami. 

Nikt, nawet najpiękniejsza dupa nie da ci więcej, niż ma. Nikt, nawet największy kozak na Bentleyu nie naprawi twojego życia, ani twoich urojonych oczekiwań. 

Rodzice tego wszystkiego nie tłumaczą. Sami zresztą coraz częściej tkwią w spierdolonych relacjach.

W szkołach nie ma zajęć jak rozmawiać bez gniewu z partnerem, jak go szanować, mimo, że się nie zgadzamy, jak nie być wredną suką w związku, albo jak nie być kawałem palanta.

Wchodzimy na świat bezbronni, skrzywieni, uczymy się na błędach, bądź – co gorsza – nie uczymy w ogóle.

Monogamia oznacza jedną osobę na raz

Dzisiejsze związki mają więc w sobie od początku podskórne, bezczelne, skrywane poczucie tymczasowości. Nawet będąc w związku, żyjemy jak single. Według zasady: ‘jestem z kimś, ale się rozglądam’.

Żyjemy w czasach, w których ludzie opuszczają związki albo szukają kogoś na boku nie dlatego, że są nieszczęśliwi, a dlatego, że mogliby być szczęśliwi bardziej. Jak to kiedyś powiedziała psychoterapeutka Esther Perel: „Kiedyś monogamia oznaczała jedną osobę na całe życie. Teraz monogamia oznacza jedną osobę na raz”.

Obecnie ludzie nie lubią się wysilać nawet na fitnessie (no chyba, że w styczniu, a to i tak przez moment). 

Na dodatek, ludzie w związkach zwracają uwagę głównie na złe rzeczy. I bardzo trudno jest to stłumić. Bo po pewnym czasie przyjmuje się, że normalnym jest, że ktoś upierze, ugotuje, ogarnie ubezpieczenia, załatwi lekarza dla dzieci, pójdzie do tego lekarza, etc. To jest normalne. To jest standard. Problem pojawia się tylko wtedy, kiedy ten standard zostanie naruszony. I wtedy jest darcie ryja. Czyli nie doceniamy kogoś za robienie dobrych rzeczy, które przyjmujemy za naturalne, a opierdalamy za najdrobniejszą pomyłkę. 

Już kończę nudzić. Kiedy ktoś mnie pyta jak wyobrażam sobie modelowy związek, odpowiadam, że nie ma modelowych związków. Jest twój. I ty i twój partner macie się w nim czuć dobrze. Być ze sobą, bo chcecie być ze sobą. Bo razem jest wam lepiej, niż osobno. 

Ale bycie to jest decyzja w głowie, a nie szukanie cały czas lepszej opcji.

Autor: 
zzz
Źródło: 

pokolenieikea.com

Polub Plportal.pl:

Reklama