"Thunder Force" - siła tkwi w surowym kurczaku

Reklama

sob., 04/10/2021 - 14:23 -- MagdalenaL

Fot: cottonbro z Pexels

Superbohaterki w rozmiarze XL - „Grupa Grzmot” pokazuje na Netflixie swoją wolę walki. 

Skoro już stały się modne, niech będą różnorodne: nie wszystkie superbohaterki mogą (i chcą) wyglądać jak Wonder Woman, nie wszystkie są młodziutkie jak uczennica, która skrywa się pod kostiumem Stargirl. Nie, niektóre bohaterki są co najmniej po czterdziestce, mają głowę na karku i porządną siłę przebicia, tak jak Lydia (Melissa McCarthy) i jej przyjaciółka Emily (Octavia Spencer). Powiesz, że przecież gatunek filmów o superbohaterach skrywa pełno stereotypów! „Thunder Force”, w którym pojawiają się nasze dwie damy, jest żywym dowodem na coś kompletnie odwrotnego. 

Zasadniczo w fabułę nowego filmu od platformy Netflix wpleciona jest trafiona wiadomość. Brzmi ona - nawet, jeśli ważysz trochę więcej, nawet, jeśli jesteś osobą bardziej od innych niezdarną, możesz stać się prawdziwym bohaterem. Albo bohaterką. 

Wzmacniający zastrzyk 

Lydia zjawia się po wielu latach u swojej przyjaciółki z młodości, Emily, która w międzyczasie znalazła sposób na walkę z wszędobylskimi superłotrami. Opracowała środek, dzięki któremu człowiek może nabyć supermoc. Prototyp superserum zostaje w wyniku niezdarnych działań wstrzyknięty właśnie Lydii, przez co ta powoli, ale systematycznie nabiera siły. Dzień po dniu, zastrzyk po zastrzyku. Igły wbijają jej się w twarz i biust. W Lydii rozwija się nietypowe upodobanie - spożywanie surowego kurczaka wspomaga proces przemiany wcześniejszej ofermy w superbohaterkę o niedźwiedziej sile. Razem z Emily, która otrzymała umiejętność stawania się niewidzialną, tworzą „Grupę Grzmot", która ma na celu uwolnienie ich rodzinnego miasta Chicago od superzłoczyńców. 

Komedia akcji w reżyserii Bena Falcone’a jest oczywiście skrojona w taki sposób, żeby bawić się humorem, także odgrywająca główną postać Melissa McCarthy zdaje sobie sprawę z tego, jaki efekt ma jej puszysta obecność i potrafi do tego przekonywać swoim żartobliwym urokiem i talentem slapstickowym. Czy to wciska się do fioletowego Lamborghini, wyrażając życzenie urodzenia „błyszczących, fioletowych lambo-bobasów”, czy też zgłasza zmoczenie się w dres, granice dobrego smaku co jakiś czas są lekko przesuwane. 

Jej już legendarny taniec w klimacie lat 80. z panem Krabem (Jason Bateman) o raczej ograniczonych zdolnościach motorycznych, który próbuje swoimi krabimi szczypcami bez pomocy podnieść drinka. Albo jej niewiarygodne stwierdzenie „Rzuciłam autobusem”, po tym, jak rzuciła autobusem. 

Jednak nie znajdziemy wiele więcej czarujących żartów i wypowiedzi w „Thunder Force", które w licznych szczegółach scen i postaci ma przypominać dziwaczną ekranizację komiksu od Tima Burtona.  A ponieważ to świetna piosenka, „Kiss from a Rose” Seala ma tutaj pomóc podnieść bohaterki na duchu, tak jak już to świetnie zadziałało w „Batmanie Forever”. 

Słabnące zainteresowanie 

Jednak żadne z tych odniesień i żaden z wielu pomysłów nie pozostaje zabawnym na dłużej. Szczególnie od połowy traci się zainteresowanie rejwachem, który aż do końca proponuje więcej pomniejszych wzlotów, wśród nich przerysowanego miejscowego polityka z mrocznymi ambicjami i ucztowanie z panem Krabem. 

Jednak pięknem filmów takich jak „Thunder Force” jest to, że jest to efekt pracy rodzinnej. Reżyser Falcone jest mężem Melissy McCarthy, z którą ma dwie córki. Napisał także scenariusz, iście skrojony pod jego żonę. Dlatego nie należy doszukiwać się w filmie stereotypów, jest tam jedynie zamiar umożliwienia znanej z komediowych ról McCarthy odegrania wielkiego spektaklu, który kontynuuje pasmo jej sukcesów. Przydałby się sequel z uwydatnionym panem Krabem i jeszcze większą ilością surowego kurczaka. 

Autor: 
Matthias Greuling, tłum. Joanna Niemczyk
Dział: 
Polub Plportal.pl:

Reklama