"Zapomniałam o życiu w mieście"

Reklama

pon., 04/12/2021 - 20:22 -- MagdalenaL

Córka Ariane Golpira miała 5 lat, gdy obie wyjechały do peruwiańskiej dżungli w poszukiwaniu złota. Teraz opowiada, jak tam trafiła. I dlaczego poszukiwanie złota 30 lat później wciąż jest ważne w jej życiu.

„W Düsseldorfie mogłam pozwolić sobie na wszystko, co sobie wymarzyłam. Dobrze zarabiałam – najpierw prowadząc swój mały hotel, a później jako modelka. Ale radość z drogiej bielizny czy wspaniałego urlopu nigdy nie trwała długo. Czegoś mi brakowało i nie potrafiłam tego czegoś nazwać.

Nigdy nie przyszło mi do głowy, że życie na pustyni może mnie uszczęśliwić. Nigdy dobrowolnie nie usiadłabym wieczorem przed telewizorem i nie obejrzałbym filmu dokumentalnego o zwierzętach. Wiedziałam, jak wygląda buk i potrafiłam rozpoznać kasztanowca, ale mieszkałam w mieście i nie tęskniłam za naturą. Tak przynajmniej myślałam - dopóki mój przyjaciel Michael nie zabrał mnie do peruwiańskiej dżungli.

Sprzedał swoją firmę zajmującą się projektowaniem mody w Düsseldorfie, aby zostać poszukiwaczem złota. Odbył już wiele udanych wypraw. Peru stało się jego drugim domem i chciał spędzać tam więcej czasu - najlepiej wspólnie ze mną.

Dla niego nie chodzi o pieniądze, ale o spędzanie jak największej ilości czasu w dżungli - powiedział. I nagle go zrozumiałam. Wciąż pamiętam moment, kiedy po raz pierwszy stanęłam sama w dżungli, między wszystkimi drzewami i ich nisko zwisającymi liśćmi. Wszędzie szumiało, ćwierkanie i ćwierkanie, po czym nagle zrobiło się bardzo cicho. Czułam się, jakbym weszła do katedry. Nie patrzyłam już na las, ja go czułam.

Zaniepokoiło mnie coś innego: widok dzieci, które musiały żyć z fizycznymi wadami. Ze zdeformowanymi nogami i dłońmi, z niepełnosprawnością umysłową. Było to konsekwencją rtęci, która w Peru była oczywiście używana do płukania złota i na opary której byli narażeni mieszkańcy.

Wydobycie złota bez degradacji środowiska

Nigdy szczególnie nie przepadałam za biżuterią. Posiadałam biżuterię, którą dali mi rodzice. Nigdy nie myślałam o tym, skąd pochodzi przetworzone złoto i w jakich okolicznościach było wydobywane. Dopiero w Peru zdałam sobie sprawę, że wydobycie złota może również oznaczać pracę dzieci, niewolnictwo i przymusową prostytucję oraz to, że trzeba usunąć całe góry i użyć wysoce toksycznego cyjanku.

Michael pokazał mi, że złoto można również zdobyć bez szkody dla przyrody i ludzi. Biorąc to, co wyzwoliła natura - złoto, które można znaleźć pod kamieniami w korycie rzeki. To wydawało się krokiem we właściwym kierunku. I tak po trzech tygodniach zapadła decyzja, że tu wrócę. Z moją wówczas pięcioletnią córką Gisą.

W Niemczech musiałam przekonać wszystkich. Ojca Gisy, moją rodzinę. Także ja sama miałam wątpliwości, czy miałam prawo wyrwać pięciolatkę z jej codzienności i zabrać ją do obozu w środku dżungli, gdzie nie było lekarzy, supermarketów ani aptek? Patrząc wstecz, cieszę się, że miałam odwagę to zrobić.

Jeśli tylko widzisz ryzyko, nie doświadczasz wiele. Oczywiście zdarzały się niebezpieczne sytuacje, niektóre często. Pień drzewa, który wypchnęłam z kajaka wiosłem okazał się krokodylem. Gisa poślizgnęła się na śliskim brzegu i wpadła do szalejącej rzeki. Michael wszedł na elektryczne węgorze w wodzie i zemdlał. Ale były też dobre chwile. Te, w których Gisa, podobnie jak Pippi Pończoszanka, skakała z zapałem przez dżunglę z małą małpką na ramieniu. W którym podzieliliśmy się puszką coli, która smakowała bardziej fantastycznie niż kiedykolwiek. I gdzie smażę na patelni utopioną anakondę i dam ją Gisie jako paluszki rybne.

Odważna dziewczynka z tamtych czasów stała się odnoszącą sukcesy projektantką biżuterii, która sprzedaje naszyjniki, bransoletki i pierścionki wykonane z bryłek surowego złota. Wpadła na ten pomysł, ponieważ tak często pytano ją o swój wisiorek, który podarowałam jej jako dziecko: małą bryłkę złota w kształcie serca. To był pierwszy samorodek złota, jaki znalazłam.

To znalezisko miało miejsce 30 lat temu. 30 lat, z czego większość spędziłam w dżungli. Najpierw w Peru, potem w Papui Nowej Gwinei. Jak tylko pozwoli na to obecna sytuacja związana z korona wirusem, Michael i ja chcemy znów udać się do dżungli. Gisa tego nie lubi i chce, żebyśmy przeszli już na emeryturę, w końcu Michael ma już 70, a ja 61 lat. Ale tak długo, jak będziemy tylko sprawni, chcemy to kontynuować.

Poszukiwanie złota składa się z kilku etapów. Najpierw bada się mapy geologiczne. Dopiero potem udajemy się na eksplorację – parami, z kilofem, złotą patelnią i prezentami dla miejscowych, tj. cukier, torebki herbaty, ryż. Fakt, że tam jestem ułatwia sprawę: z kobietą każde spotkanie wydawało się początkowo mniej wojownicze. Po znalezieniu obiecującego obszaru i wyjaśnieniu wszystkich kwestii prawnych organizujemy wyprawę. Zatrudniamy dwa tuziny pracowników na dwa, trzy miesiące, rozbijamy obóz i zlecamy transport helikopterem transportowych: 1,2 tony ryżu, 200 kg mąki, 54 kg cukru, 360 jajek, 3 żywe świnie i do 50 kg lekarstw.

W dżungli inne dzieci były najlepszymi nauczycielami.

Od tamtej pory zapomniałam, jak żyć w mieście. Brakuje mi tu duszy, głębi. To daje mi tylko natura. W 2003 roku kupiliśmy mały dom w zacisznej dolinie w Portugalii. Nie ma połączenia z Internetem, a sieć komórkowa łapie zasięg przy odrobinie na kolejnym wzgórzu. Tam żyjemy, gdy nie szukamy złota, zwykle od czterech do sześciu miesięcy w roku.

Autor: 
Verena Töpper / Tłumaczenie: Monika Wilk
Polub Plportal.pl:

Reklama